W opublikowanym w środę na łamach dziennika "Sueddeutsche Zeitung" wierszu Grass zakwestionował prawo Izraela i jego zachodnich sojuszników do prewencyjnego uderzenia na Iran. Zdaniem poety winą za całe zło na świecie należy obarczyć Izrael. "Mocarstwo atomowe Izrael zagraża i tak już kruchemu pokojowi na świecie", bo rości sobie "prawo do uprzedzającego uderzenia", które mogłoby "unicestwić naród irański". Grass wypomina też, że Europa potępia Teheran za to, że nie dopuszcza międzynarodowych inspektorów do swoich instalacji atomowych, choć to samo robi Izrael, który od zawsze utrzymuje swój program atomowy w tajemnicy. Te słowa wywołały w Niemczech i Izraelu burzę. "Autor zajęty cały dniami kleceniem wersów nie słyszał żadnej mowy irańskiego prezydenta Ahmadineżada, który mówił o konieczności usunięcia wrzodu, który okupuje Palestynę. Dla niego Ahmadineżad jest tylko mocny w gębie i nie trzeba go brać na poważnie, tak jak irańskiej bomby atomowej. Aż zostanie ona użyta. Wówczas Grass będzie opłakiwał ofiary i pocieszał tych, którzy przeżyli. Bo czuje się przecież związany z Izraelem" – pisał na łamach "Die Welt" publicysta Henryk Broder, który dodał, że Grass to prototyp wykształconego antysemity, który ma "problem z Żydami". Premier Izraela Benjamin Netanjahu nazwał "haniebnym" zrównanie jego kraju z Iranem - "reżimem, który kwestionuje Holokaust i grozi Izraelowi unicestwieniem". Krytyk literacki Marcel Reich-Ranicki nazwał wiersz „podłością”.  "Pozostałeś tym, kim stałeś się dobrowolnie: esesmanem, który przez 60 lat milczał (o swojej przeszłości)"- wypalił pisarz Rolf Hochhuth. Grass ma oczywiście obrońców w postaci przedstawicieli bandyckiego reżimu w Iranie.  


Teraz Izraelski minister spraw wewnętrznych Eli Jischai powiedział, że swoim wierszem pisarz chciał "wzniecić płomień nienawiści do państwa Izrael i narodu Izraela"; Grass chciał tym samym "kontynuować program, który dawniej otwarcie wspierał nosząc mundur SS". Według polityka pisarz powinien udać się do Teheranu. Izrael długo znosił obelgi pod swoim adresem, które są widoczne na ulicach europejskich miast i na kartach lewicowych pism. Niestety dziś wciąż piętnuje się jedynie antysemityzm po stronie prawicy, nie zauważając, że to lewactwo przejęło narrację, która buduje nienawiść do Żydów. Jest to jednak wszystko sprytnie zakamuflowane pod płaszczykiem antysyjonizmu. Może zakaz wjazdu dla Grossa w końcu będzie symbolicznym początkiem walki między Izraelem a lewakami. „Można zdumiewać się niewrażliwością i manią wielkości Grassa – bo chyba tylko tym można wytłumaczyć fakt, że będąc Niemcem i byłym żołnierzem Waffen-SS, który przez całe prawie życie ukrywał ten ostatni fakt, nie odczuwał on nic niewłaściwego w brutalnym zaatakowaniu żydowskiego państwa. Można dziwić się intelektualnemu poziomowi noblisty, który jak się wydaje na serio uznaje żydowską wysepkę w muzułmańskim morzu za zagrożenie dla pokoju, a wielokrotnych wypowiedzi prezydenta Iranu o konieczności zmiecenia Izraela z powierzchni ziemi nie zauważa – bo albo jest mu to wygodne, albo po prostu nic o nich nie wie”- zauważa słusznie Piotr Skwieciński na łamach „Rzeczpospolitej”. „Konstytutywnym elementem tożsamości zachodnioeuropejskiej lewicy jest osiągający chorobliwe rozmiary antyamerykanizm. A Izrael i USA związane są bardzo silną więzią o strategicznym charakterze. (...) Myślenie europejskich lewicowców idzie już w znacznie bardziej radykalnym kierunku. Tego nie mówi się głośno, ale w zasadzie po prostu Izrael nie ma prawa do istnienia – jako „zachodnia kolonia, skierowana przeciw miłującym pokój ludom Trzeciego Świata””- dodaje publicysta. Trudno się z tym nie zgodzić. Jednak jednocześnie trudno się temu dziwić. Lewica zawsze miała ciągoty terrorystyczne. Czy działania Badem Meinhoff są naprawdę tak różne od tego co robią islamscy fanatycy?


Łukasz Adamski