Terroryści z Boko Haram zaatakowali nigeryjską wioskę Dalori obrzucając znajdujące się tam chaty koktajlami Mołotowa. Wśród ofiar spalonych żywcem w swoich domach były dzieci - podaje "Rzeczpospolita" powołując się na Associated Press.
Do ataku islamistó z Boko Haram miało dojść w nocy, 30 stycznia. Napad na wioskę trwał przez cztery godziny - jej mieszkańcy byli paleni żywcem w domach, a ci, którym udało się uciec, ginęli od kul terrorystów - informuje mieszkaniec wioski, Alamin Bakura, któremu udało się przeżyć atak. W zamachu zginęło jednak wielu członków jego rodziny.
Ci, którzy ocaleli w ataku uciekli do pobliskiej wioski Gamori - tam jednak doszło do kolejnego zamachu: w powietrze wysadziły się trzy terrorystki-samobójczynie.
Liczba ofiar obu ataków nie jest jak dotąd znana. Ciała są wciąż liczone.
Wojna z Boko Haram trwa od sześciu lat. Choć w ostatnim czasie siły rządowe odnoszą pewne sukcesy, to walka wciąż nie jest rozstrzygnięta. Islamiści z BH poddali się Państwu Islamskiemu, choć był to zapewne gest bardziej propagandowy, niż faktyczny. Nigeria jednak, najludniejszy kraj Afryki, wciąż pogrążona jest w głębokim chaosie, a wiele prowincji jest jest w niebezpieczeństwie. Nigeryjski Kościół od dawna prosi o wsparcie międzynarodowe przeciwko szałowi terrorystów.
kad
