Farahani pokazała pierś przeciwko dyskryminacji kobiet. Jej czarno- białe zdjęcie zostało wydrukowane w "Le Figaro". Już kilka godzin po publikacji zdjęć do Farahani zareagowały władze Iranu. „Ministerstwo Kultury i Przewodnictwa Islamu poinformowało mnie, iż Iran mnie nie potrzebuje. Mam oferować swoje usługi artystyczne gdzieś indziej” - twierdzi aktorka. Farahani już od niemal roku mieszka w Paryżu, jednak do tej pory czyniła tak z wyboru. Aktorka oświadczyła, że wyprowadza się z Teheranu w proteście przeciw restrykcyjnym zasadom Islamu narzuconym przemysłowi filmowemu i ogólnie narzuceniu kulturze ostrych konserwatywnych zasad- informuje TVN24.
Farahani stała się popularna na zachodzie po obrazie „Nader i Simin. Separacja" irańskiego reżysera Asghara Farhadiego, który dostał Złoty Glob za Najlepszy Film Zagraniczny. Wystąpiła również u boku Leonardo Di Caprio w filmie Ridleya Scotta "W sieci kłamstw". Przykład Farahani pokazuje, że irański reżim, który jest poważnym zagrożeniem dla świata, jest coraz radykalniejszy w gnębieniu własnych obywateli. Już nie tylko chrześcijanie są zagrożeni w dyktaturze Mahmouda Ahmadinejadana. Dwa dni temu media informowały o tym ,że irańskiemu reżimowi nie podoba się również lalka Barbie. Irańska policja obyczajowa wznowiła ze zdwojoną pościg za „groźną” lalką, która ma według władz zagrażać "prawdziwym islamskim wartościom". W zamian rodzice mają kupować Sarę i Dara, które są zwane „obyczajnymi lalkami”. Problem w tym, że dzieci nie chcą się bawić brzydkimi „poprawnymi” wersjami lalek. Prześladowani w Iranie chrześcijanie i opozycja dowiedli już , że kraj ten zmierza w mroczną stronę dyktatury. Jednak prześladowanie własnych artystów i nawet tępienie popularnych lalek jest etapem, który pokazuje jednoznacznie jaka jest twarz reżimu kierowanego przez Mahmouda Ahmadinejadana, który przypomina swoimi działaniami dyktaturę NSDAP, która też nie lubiła niepokornych artystów.
Łukasz Adamski

