Stany Zjednoczone przeprowadziły w piątek jeszcze dwa ataki na pozycje Państwa Islamskiego w Iraku, którego bojownicy atakują siły kurdyjskie, broniące leżącego na północy kraju miasta Irbil.
Amerykańskie drony oraz myśliwce zaatakowały cele wokół tego miasta. Ataki były bardzo podobne do tych, które przeprowadzono w piątek już wcześniej.
Po przeprowadzonej operacji Amerykanie zrzucili dla chrześcijan i innych mniejszości religijnych paczki z potrzebnymi im do przetrwania artykułami.
Stany Zjednoczone nie zamierzają przeprowadzać póki co ataków, które będą miały cele agresywne. Chodzi wyłącznie o umożliwienie przekazania pomocy humanitarnej oraz o obronę amerykańskiej administracji w Iraku.
W ocenie części ekspertów taki charakter operacji może być nie wystarczający, by zapobiec agresji Państwa Islamskiego. Jim Michales wskazuje na łamach „USA Today”, że islamscy bojownicy stali się de facto regularnym wojskiem, dysponując nawet czołgami oraz bronią ciężką. Wiele sprzętu jest proweniencji amerykańskiej, bo zostało skradzione narodowym siłom irackim, które uciekły przed ekstremistami z Mosulu.
James Jeffrey, były ambasador USA w Iraku ostrzega, że amerykańska kampania będzie „obronna i dość ograniczona”. Zdaniem dyplomaty jest prawdopodobne, że Stany Zjednoczone zostaną jednak zmuszone do większego zaangażowania, bo Państwo Islamskie stwarza obecnie realne zagrożenie dla suwerenności Iraku.
Jeffrey sądzi, że wyłącznie mocna odpowiedź wojskowa może powstrzymać bojowników przed posuwaniem się głąb państwa irackiego. W tym celu potrzebna jest intensyfikacja ataków powietrznych oraz wysłanie do Iraku amerykańskich doradców. Kampanii przeciwko Państwu Islamskiemu nie da się wygrać nie posyłając do boju sprawnie działającej piechoty.
pac/usa today/bbc
