Adam Michnik najprawdopodobniej nie utrze nosa Instytutowi Pamięci Narodowej. Sąd oddalił pozew, w którym redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" domagał się przeprosin za publikację informacji, jakoby jego ojciec był sowieckim agentem.

 

Ojciec Adama Michnika siedział w więzieniu II Rzeczpospolitej. W publikacji IPN napisano jednak, że Ozjasz Szechter siedział za szpiegostwo, a tymczasem przyczyną skazania była działalność w partii komunistycznej (często jedno i drugie szło ze sobą w parze). Naczelny "Gazety Wyborczej" uznał, że zostały naruszone jego dobra osobiste, a zwłaszcza prawo do pamięci o bliskich. Michnik wnosił o przeprosiny w prasie oraz 50 tysięcy złotych na cel społeczny.

IPN wnosząc o oddalenie pozwu tłumaczył, że jest już errata do książki, a Instytut przeprosił "wszystkich, których dobra osobiste mogły zostać naruszone". Wyjaśniono też pomyłkę. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że ocena kogoś powinna opierać się na powszechnym, a nie na subiektywnym odczuciu. Sędzia zwróciła też uwagę, że w kwestionowanym przypisie IPN podał, iż w latach 70. Szechter angażował się w działania opozycyjne. Michnik, który musi zapłacić IPN 2,7 tys. zł kosztów procesu, zapowiada apelację. To zrozumiałe. Tu nie chodzi jedynie o naruszone dobra osobiste i prawo do pamięci o bliskich. Tu gra się toczy o coś więcej.

 

JaLu/PAP

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »