Rzecznik Kremla odniósł się do decyzji Gazpromu, który wstrzymał dziś dostawy gazu do Polski. Dmitrij Pieskow oświadczył, że decyzja ta nie ma nic wspólnego z szantażem. Jednocześnie przyznał, że Rosja może wstrzymać dostawy również do innych państw, jeśli nie zastosują się one do nowych wymogów Moskwy.
Kilka tygodni temu prezydent Rosji Władimir Putin podpisał dekret zobowiązujący zagranicznych kontrahentów Gazpromu do płatności za gaz w rublach. Kreml zagroził, że w przypadku niedostosowania się do tej decyzji wstrzyma dostawy gazu. Dziś spełnił tę groźbę wobec Polski i Bułgarii.
Sprawę skomentowała szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która podkreśliła, że działania Kremla są próbą szantażowania europejskich państw zaangażowanych w nakładanie na Rosję sankcji związanych z napaścią na Ukrainę.
- „Ogłoszenie przez Gazprom jednostronnego wstrzymania dostaw gazu do odbiorców w Europie jest kolejną próbą wykorzystania gazu przez Rosję jako instrumentu szantażu. Jest to nieuzasadnione i niedopuszczalne”
- podkreśliła w swoim oświadczeniu.
Stanowisko zajął już też rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.
- „To nie szantaż. Kategorycznie się nie zgadzamy z taką definicją”
- powiedział w czasie spotkania z dziennikarzami.
Stwierdził, że konieczność przejścia na płatności w rublach została podyktowana „bezprecedensowymi, nieprzyjaznymi krokami, które zostały podjęte przez państwa nieprzyjazne”.
- „Nie ma tu mowy wobec szantażu, wszystkie te nowe warunki zostały przedstawione z wyprzedzeniem naszym klientom”
- przekonywał.
Pytany o możliwość wstrzymania dostaw do innych państw przyznał, że „jeśli niektórzy klienci odmówią płacenia zgodnie z nowym systemem, wówczas prezydencki dekret będzie, oczywiście, realizowany”.
kak/rp.pl
