Shanbaug pracowała w szpitalu jako pielęgniarka, kiedy została napadnięta, brutalnie pobita i wykorzystana. Wskutek napaści doznała wielu obrażeń, jest sparaliżowana i niewidoma, przykuta do łóżka od 38 lat. Przez cały ten czas znajomi ze szpitala, w którym pracowała, zapewniają jej doskonałą opiekę.

O pozwolenie na eutanazję zwróciła się dziennikarka Pinki Virani, która opisała historię kobiety i utrzymuje, że jest z nią blisko związana. Petycji ostro sprzeciwili się pracownicy szpitala. - Cieszymy się, że szacowny Sąd Najwyższy docenił naszą pracę i uszanował nasze zobowiązania. Jesteśmy przekonane, że sąd nigdy nie zezwoli na morderstwo – mówi Archana Bhushan Jadhav, przełożona pielęgniarek.

Petycja Virani została odrzucona przez Sąd Najwyższy, który stwierdził, że na eutanazję nie zezwala konstytucja Indii, chroniąca prawo do życia w artykule 21. Virani jednak utrzymuje, że jej przyjaciółka jest "martwa", gdyż pozostaje w trwałym stanie wegetatywnym.

- Nawet, gdy pacjent jest niezdolny do jakiejkolwiek reakcji, ale jest w stanie utrzymać oddychanie i krążenie, nie może być uznany za martwego – odpowiada dr Sanjay Narhari Oak, dyrektor szpitala, w którym leży Shanbaug.

Sąd Najwyższy, który nie pozwolił na "czynną eutanazję", przyznał jednak, że „bierna eutanazja powinna być dozwolona w naszym kraju w pewnych sytuacjach", po odbyciu odpowiedniego postępowania sądowego, mającego zapobiegać uśmiercaniu zamożnych lub uciążliwych członków rodziny.

Decyzję o "biernej" eutanazji ma podejmować lokalny sąd, który wyznaczy panel złożony z trzech lekarzy. To do nich będzie należało ostateczne zdanie.

eMBe/LifeSiteNews

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »