Na rynku usług medycznych w zakresie technik sztucznej reprodukcji, dla niepoznaki określanych jako metody leczenia niepłodności albo wspomaganej prokreacji, panuje rywalizacja o pacjentki. Na Zachodzie ośrodki zajmujące się in vitro publikują swoje wyniki, przede wszystkim odsetek uzyskanych po transferze zarodków ciąż. Mówi się i pisze, tak czynią największe medyczne autorytety, także w naszym kraju, że w ten sposób leczy się niepłodność. A przecież para, która wychodzi z takiego miejsca z dzieckiem jest nadal niepłodna. Równie dobrze można by klinikami leczenia niepłodności nazywać ośrodki adopcyjne.

In vitro jako żyła złota

Do zabiegu kwalifikuje się najchętniej młode pary, czasem już po pół roku niezachodzenia w ciążę. Określa się je w sposób niezgodny z wiedzą medyczną jako „pary niepłodne”, co odbiera nadzieję i skłania do korzystania z propozycji in vitro, połączonych z żądaniem olbrzymich sum pieniędzy. Zleca się wiele, często niepotrzebnych, badań, a każde z nich kosztuje dużo więcej niż w zwykłych laboratoriach.

Okazuje się, że 10 proc. płodnych małżeństw nie zachodzi w ciążę po 12 miesiącach współżycia, a 5 proc. po dwóch latach. Miesięczny wskaźnik płodności w normalnych warunkach wynosi 15–20 proc. Najczęściej mamy do czynienia nie z bezwzględną  niepłodnością, ale z mniejszym lub większym ograniczeniem płodności. 30–50 proc. par leczonych z powodu niepłodności ma dzieci, ale tylko u 1/3 z nich fakt ten należy łączyć z leczeniem.

W sposób sztuczny zawyża się też podawaną częstość niepłodności, by uzasadnić potrzebę finansowania tych procedur ze środków publicznych. Podaje się przesadnie alarmujące informacje o niepłodności po 30 roku życia. Poczucie braku nadziei wypływające z upływającego czasu powoduje, że zwiększa się poziom stresu, który jest jednym z czynników zakłócających delikatne mechanizmy odpowiedzialne za płodność.

Leczenie bez diagnozy

Według coraz częściej obowiązującej praktyki, lekarze ginekolodzy nie przeprowadzają obecnie koniecznej diagnostyki niepłodności, uważając ją za stratę czasu. Szybko, po kilku miesiącach niezachodzenia w ciążę, kierują na zabieg in vitro albo sami go przeprowadzają. Dlaczego nie dostrzegają innych metod, dlaczego chcą je wyeliminować z praktyki? Sugerowanie małżeństwom, że nie mają innych możliwości, by urodzić dziecko nie jest uczciwe, ale może być skuteczne, jeżeli weźmie się pod uwagę ogromne pragnienie stania się rodzicami.

Niebezpieczne dla kobiety

Nie informuje się kobiet wystarczająco wyraźnie o ryzyku dla ich zdrowia w związku z tzw. zespołem hiperstymulacji. Następuje on po podaniu leków hormonalnych w celu indukcji owulacji. Ciężki zespół występuje z częstością 23/1000. Zdarzają się zgony kobiet w wyniku tego powikłania. Kobiety z zespołem hiperstymulacji wymagają czasem kosztownego i długotrwałego leczenia. Ośrodki wykonujące procedurę in vitro nie czują się jednak odpowiedzialne za leczenie tych komplikacji. Pacjentki kierowane są do szpitali i leczone na koszt NFZ. Nie można zatem mówić, że Narodowy Fundusz Zdrowia nie finansuje postępowania określanego jako wspomagany rozród.  Z ostatnich badań wynika, że technika in vitro może zwiększać częstość raka piersi, podobnie jak ma to miejsce w odniesieniu do hormonalnej antykoncepcji.

Niebezpieczne dla dziecka

Technika in vitro łączy się ze zwiększoną częstością ciąż wielopłodowych, co z kolei przyczynia się do porodów przedwczesnych. Więcej ciąż wielopłodowych to więcej poronień samoistnych, cięć cesarskich, zgonów przed i pourodzeniowych. Oznacza to większe wydatki ponoszone przez rodziców, a także Narodowy Fundusz Zdrowia na utrzymanie przy życiu niedonoszonych i chorych dzieci, późniejsze ich leczenie oraz rehabilitację. Po zapłodnieniu częściej dochodzi do poronienia samoistnego.

Trudne warunki, w których organizm człowieka spędza pierwsze dni życia przy zastosowaniu tej techniki, powodują powstanie nieprawidłowości rozwojowych, mogą  ponadto wpłynąć na powstanie zaburzeń programowania genetycznego. Zaburzenia te, znane jako efekty epigenetyczne, mogą być związane z powstaniem nowotworów i innych chorób u dziecka lub w późniejszym okresie życia. Dzieci poczęte przy pomocy technik in vitro mają z reguły mniejszą wagę ciała przy urodzeniu. Badania dotyczące ich rozwoju są utrudnione, gdyż matki nie chcą ujawnienia tego faktu w dokumentach dziecka. Jest to przyczyną małej liczby badań porównujących rozwój dzieci poczętych w sposób naturalny i sztuczny (większość tych ostatnich nie przekroczyła jeszcze piątego roku życia). Nie ma nadzoru specjalistycznego nad jakością procedur medycznych w ośrodkach zajmujących się w naszym kraju sztucznym rozrodem. Nie wiadomo, co dzieje się z niewykorzystanymi zarodkami.

Alternatywa?

Pewne szanse dla małżeństw z zaburzeniami płodności łączą się z upowszechnieniem modelu naprotechnologii. Zakłada się w nim uporządkowane, systematyczne rozpoznawanie, a następnie leczenie schorzeń ginekologicznych, w tym zaburzeń płodności, bez stosowania środków i metod antykoncepcyjnych oraz technik sztucznej reprodukcji. Wykorzystuje się przy tym aktualną, nowoczesną wiedzę w zakresie endokrynologii, chirurgii ginekologicznej oraz naturalnego rozpoznawania płodności. Ważne jest opanowanie stresu i wsparcie duchowe. Zaczyna się od dokładnych obserwacji cyklu pod okiem instruktora, potem prowadzi się badania diagnostyczne przy pomocy dostępnych, nowoczesnych metod. Jeżeli to konieczne, wdrażane jest leczenie i jego monitorowanie, co wymaga czasu i cierpliwości, ale przynosi dobre rezultaty.

Propozycja takiego postępowania powinna spotkać się z zainteresowaniem społecznym. To zainteresowanie już widać. Uruchomione zostało szkolenie lekarzy lub innych osób w kraju i za granicą. Porównanie metod stosowanych w ostatnim czasie z prawdziwym, przyczynowym leczeniem niepłodności oraz jej profilaktyką może dostarczyć interesujących wniosków. Z jednej strony – medycyna oparta na naturalnych mechanizmach leżących u podstaw naszego zdrowia, z drugiej – najpierw wieloletnie ubezpłodnienie w ramach „kontroli urodzin”, potem badanie nasienia na drodze zleconej masturbacji, sztuczna inseminacja i lodówki pełne zamrożonych ludzi…

 

Fragment wykładu prof. dr hab. med. Bogdana Chazana pt. "Medyczne i etyczne aspekty procedury in-vitro" wygłoszonego na zjeździe programowym Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia (11-12.10.2008, Kraków, Łagiewniki) publikujemy dzięki uprzejmości Fundacji Głos dla Życia.

 

Oprac. BB

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »