Portal Fronda.pl: Jakie są dziś główne przyczyny niepłodności?

Dr n. med. Tadeusz Wasilewski: One są bardzo wielorakie. Ważnym czynnikiem niepłodnościowym są zaburzenia owulacji u kobiet. One wynikają z różnych nieprawidłowości, m.in. jajników policystycznych, hyperprolaktynemii. Częstą przyczyną niepłodności jest endometrioza. Czynnik zapalny w obrębie narządu rodnego czy w ogóle w obrębie organizmu też jest dzisiaj jednym z istotnych elementów, które obniżają naszą płodność. Przyczyną niepłodności może być obniżenie parametrów nasienia. To z kolei może być efektem wielu chorób w organizmie mężczyzny. Jeżeli mamy obniżone paramenty nasienia męskiego, na pewno ważne jest to, kim ten mężczyzna jest z zawodu, jak się odżywia, czy pali papierosy, nadużywa alkoholu, ile jest wysiłku fizycznego, czy prowadzi siedzący tryb życia, etc. Najpierw trzeba zacząć od zmiany tych prostych rzeczy, a potem sięgać gdzieś głębiej i szukać chorób w organizmie mężczyzny, które powodują, że stan i parametry jego nasienia są obniżone. Często niepłodność wynika z nieprawidłowej pracy tarczycy, nieprawidłowego funkcjonowania przewodu pokarmowego. Waga też jest istotna w odniesieniu do naszej płodności. Wskaźnik masy ciała BMI musi być odpowiedni, dlatego że nadmiar tkanki tłuszczowej może zmieniać parametry nasienia i wpływać na jakość owulacji. Bardzo często jest tak, że kiedy zmienia się styl życia pacjentów, to ich płodność się poprawia. Dziś dużym czynnikiem niepłodnościowym jest przesunięcie wieku, w którym chcemy doprowadzić do poczęcia dziecka. W wieku 18-25 lat jeszcze się uczymy, albo nie jesteśmy jeszcze w małżeństwie, nie mamy stałej pracy, warunków lokalowych, itd., Siłą rzeczy ten najbardziej prawdopodobny do poczęcia dziecka wiek przesuwamy lub zamykamy. Niepłodność jest w obecnych czasach zdecydowanie zjawiskiem społecznym, bo obejmuje dużą grupę małżeństw.

Dlatego coraz więcej ludzi decyduje się na in vitro. Jako specjalista w dziedzinie naprotechnologii, mając także kilkunastoletnie doświadczenie pracy w programie in vitro, uważa Pan, że ta metoda powinna zostać całkowicie zakazana. Dlaczego? 

Przez ostatnie 30-40 lat bardzo mocno rozwija się tzw. medycyna rozrodu człowieka i w obrębie niej, techniki wspomaganego rozrodu w postaci inseminacji i programu in vitro. Dzisiaj program in vitro jest metodą bardzo powszechnie akceptowaną na świecie, dostępną dla wielu, wielu ludzi – metodą kosmopolityczną. Chcemy być postępowi, mamy coraz większy problem niepłodności – dlatego mamy tego nie robić? Jednak w metodzie zapłodnienia pozaustrojowego zdecydowanie dochodzi do śmierci istnień ludzkich. Wręcz śmiem twierdzić, że nie ma programu in vitro, bez możliwości takiej śmierci. Jeżeli ktoś jest zwolennikiem in vitro i mówi, że w życiu naturalnym dochodzi do śmierci zarodków i wpaja to jako taki atut w stosunku do programu in vitro, to jest to moim zdaniem jedno wielkie nieporozumienie. W życiu naturalnym my również umieramy np. z powodu różnych chorób, ale czym innym jest śmierć w wyniku tzw. naturalnych przyczyn, a czym innym jest śmierć zadana przez osobę trzecią. W związku z tym, jeżeli metoda in vitro niesie możliwość śmierci zarodków, nie dlatego, że one obumarłyby w życiu naturalnym, ale dlatego, że w obrębie postępowania tej metody po prostu do tego może dojść, to program in vitro natychmiast powinien być zakazany. Śmiem twierdzić, że gdyby ta metoda była stosowana wobec ludzi których widać, którzy mają dwa lata, dwadzieścia lat i część z tych ludzi w wyniku stosowana tej metody po prostu by ginęła, to zdecydowanie zakazano by takiego postępowania medycznego na świecie. Ponieważ metoda ta dotyczy istnień ludzkich na bardzo wczesnym etapie ich istnienia, istnień ludzkich, które widoczne są tylko pod mikroskopem, dla fachowców którzy umieją operować tym mikroskopem, wobec tego brak potomstwa i duży problem z tym związany, stawia program in vitro możliwy do zaakceptowania i aprobowany. Jeżeli sięgniemy do definicji początków ludzkiego życia, to ta definicja w embriologii mówi o tym, że jest to moment połączenia komórki jajowej z plemnikiem. Koniec ludzkiego życia to naturalna śmierć. Wobec tego, to już jest człowiek, tylko na etapie rozwoju embrionalnego, zarodkowego. Tej wiedzy nikt nie neguje, ona jest wymagana na egzaminach studentów medycyny z  ginekologii, położnictwa, embriologii, etc. Wobec tego my jako medycy odpowiadamy za to życie, zarodek staje się naszym małym pacjentem. Albo ta definicja, że człowiek jest człowiekiem od chwili poczęcia jest wiarygodna i będziemy się do niej dostosowywali, albo po prostu powiemy sobie tak: „definicja definicją, godzimy się na śmierć istnień ludzkich na etapie rozwoju zarodkowego. Ale godząc się na to, walczymy o to, aby móc doprowadzić do poczęcia kosztem niestety śmierci części istnień ludzkich”. Ale odważnie o tym mówimy. A nie próbujemy zawaolowywać to, nie pokazać tej niegodziwości, a pokazać tylko społeczeństwu, że oto mamy metodę leczenia niepłodności.

Inny negatywny aspekt in vitro jest oczywiście taki, że dzieci poczęte tą metodą rodzą się z większą ilością wad – jakichkolwiek w stosunku do istnień ludzkich poczętych w sposób naturalny. Genetycy coraz bardziej zwracają na to uwagę. Program in vitro bez przesady można nazwać jednym wielkim eksperymentem na ludziach. My odkrywany dziś te ujemne skutki, a ile ich jeszcze będzie, co się okaże za kilkadziesiąt lat? Na szczęście duża grupa lekarzy na świecie już od tego odeszła.

Do konsultacji społecznych trafił właśnie projekt ustawy, która ma regulować zasady wykonywania in vitro, m.in. po to, by chronić te zarodki przed śmiercią. Czy in vitro zawsze musi wiązać się ze śmiercią zarodków?

Gdybyśmy nawet wyprodukowali dwa zarodki i nie byłoby nadliczbowych zarodków, to trzeba by te zarodki przez kilka dni „hodować” w inkubatorze, a potem je transferować  do jamy macicy.  Hodowla i transfer nie są procedurami zupełnie bezpiecznymi dla tych zarodków. One w trakcie tych procedur mogą zginąć. Jeszcze raz powiem: gdybyśmy te procedury zastosowali wobec ludzi, których widać i gdyby część z nich ginęła w trakcie procedury, to program In vitro byłby ustawą zakazany. Ponieważ problem dotyczy zarodków, których nie widać, to możemy sobie próbować ustawą legalizować program i n vitro, obiecując, że będziemy chronili zarodki. Nie ma prawidłowej ochrony zarodków w progranie In vitro. I to nie dlatego, że lekarze nie umieją tego robić. Tylko dlatego, że nie ma aparatury, która zapewniłaby stuprocentowe bezpieczeństwo w czasie hodowań. W trakcie hodowli może dojść np. do zakażenia pożywki – podłoża, na którym następuje hodowla tych zarodków i one giną. W czasie transferu można podać zarodki w nieprawidłowe miejsce, można je podać z uszkodzeniem błony śluzowej jamy macicy. Można wykonać tak transfer, że te zarodki go nie przeżyją, można je podać i tak naprawdę ich nie podać, bo wyprowadzić z powrotem sondą poza jamę macicy. Do dzisiaj toczy się dyskusja między klinicystami, lekarzami, którzy stymulują jajniki, którzy pobierają komórki, a potem transferują zarodki do jamy macicy – a embriologami, którzy pracują w laboratoriach embriologicznych i łączą komórki jajowe z plemnikami i podają klinicystom zarodki, aby je mogli transferować. Klinicysta powie: „podałem ci piękne zarodki, które rokowały dalszy prawidłowy rozwój, spodziewaliśmy się na pewno poczęcia dzieci, a tutaj pacjentka dzwoni z miesiączką i z ujemnym testem ciążowym. Czy ty na pewno wykonałeś dobrze transfer?” Czyli nie ma bezpiecznego programu In vitro. Mówię to tylko w aspekcie tego zjawiska natychmiastowej śmierci zarodka. Żaden program In vitro i żadna ustawa, która przytaknie programowi in vitro, nie będzie chroniła zarodki przed śmiercią.

Śmierci zarodków nie da się uniknąć, skoro ta metoda jest – i będzie wykonywana, ale założeniem ustawy jest też m.in. ukrócenie niektórych nadużyć jakie wiążą się z procedurą in vitro, np. handlu gametami. Może pod tym kątem potrzebna jest jakaś ustawa?

Ustawa powinna powstać, bo takie są zalecenia Parlamentu Europejskiego. Jesteśmy zobowiązani ustosunkować się do sytuacji, która ma miejsce na świecie i w naszym kraju. Powinniśmy przygotować taką ustawę, ale w sensie negacji programu in vitro. Powinien się w niej znaleźć zapis o tym, jak ma funkcjonować ochronna medycyna prokreacyjna w Polsce z całkowitym zakazem programu in vitro. Gdybym powiedział, że ustawę można przyjąć, ale z pewnymi obostrzeniami, to zrobiłbym krok do tyłu.

Pomijam kwestię dawstwa komórek jajowych i plemników, dostępności – to, co ustawa proponuje – dostępności wszystkich do programu In vitro. Jeżeli dzisiaj do ośrodków adopcyjnych zgłaszają się ludzie, którzy chcą przyjąć do swoich domów dzieci, to ustawa precyzuje, że musi to być małżeństwo  – małżeństwo w określonym wieku, o określonym zdrowiu, muszą mieć określony dochód, warunki lokalowe, itd. Ci ludzie przechodzą badania psychologiczne, szkolenia. I dopiero po pomyślnym przejściu takiej rekrutacji decydenci w ośrodkach kwalifikują rodzinę, aby mogła oczekiwać na dziecko. A tutaj wystarczy zgłosić się ośrodka adopcyjnego i pokryć koszty „produkcji” takiego zarodka. A kim jest ten zarodek? Przecież to jest mały człowiek. I nikt nie bada, nikt nie sprawdza, czy jestem w stanie potem tego człowieka wychować, wyedukować   – w pełnym sensie na porządnego, dobrego człowieka w przyszłości. Wystarczy tylko wyrazić chęć posiadania potomstwa. Tu takie obostrzenia, a tam żadnych. I kwestia tylko – to jest zarodek widoczny jedynie pod mikroskopem, a tu jest człowiek, którego możemy dotknąć, zmierzyć, zważyć. Brakuje nam konsekwencji.

W jaki sposób naprotechnologia próbuje zaradzić problemowi niepłodności?

Naprotechnologia jest częścią ochronnej medycyny prokreacyjnej. Opiera się ona na obserwacji cyklu miesięcznego kobiety, pod kątem obserwacji wydzielin według modelu Creightona. Umożliwia to rozszyfrowanie różnych nieprawidłowości, które mogą się toczyć w organizmie kobiety, aby diagnozować i leczyć przyczyny niepłodności. Metodę stworzył Amerykanin Thomas Hilgers. Naprotechnologia korzysta także z takich dziedzin medycyny, jak endokrynologia, chirurgia, alergologia, czy dietetyka, z leczenia uzdrowiskowego, sanatoryjnego, etc. Ochronna medycyna prokreacyjna daje nam możliwość oddziaływania na organizm człowieka, jako na całość. My widzimy chorą tarczycę, widzimy chory przewód pokarmowy, widzimy reakcję alergiczną, widzimy szereg różnych nieprawidłowości które naruszają nasze zdrowie – również to zdrowie prokreacyjne. Bo ten obszar zdrowia prokreacyjnego jest bardzo wrażliwy.  Narząd rodny jest takim miejscem w organizmie, gdzie również możemy zauważyć zjawisko nieprawidłowości immunologicznej, które istnieje w organizmie. Czyli, jeżeli ktoś jest uczulony na określony pokarm, to może to się objawiać np. astmą oskrzelową, katarem, łzawieniem, częstymi infekcjami zatok, uszu, ale również mogą się pojawiać nieprawidłowości w obrębie narządu rodnego i to może utrudniać doprowadzenie do poczęcia dziecka. Zdiagnozowanie tej nieprawidłowości jest kluczowe w tej ochronnej medycynie prokreacyjnej. Jeżeli ktoś ma chore zęby, to jak podkreślają kardiolodzy – może być to powodem chorego serca. A dlaczego to nie ma być również powodem obniżenia wartości nasienia, w sensie liczby czy ruchu plemników? Przecież tak jest. Ognisko zapalne gdziekolwiek w naszym organizmie, ma wpływ na naszą płodność. Ochronna medycyna prokreacyjna to bada. Ta medycyna przeprowadza bardzo wnikliwą diagnostykę tych wszystkich parametrów, które mogłyby obniżać naszą płodność i próbuje neutralizować te zjawiska, aby przywrócić płodność, umożliwić poczęcie dziecka w sposób naturalny – in vivo, w organizmie kobiety, tak jak to natura zaplanowała.

Ochronna medycyna prokreacyjna korzysta z leczenia zachowawczego i z leczenia chirurgicznego.  Leczenie zachowawcze polega na przywróceniu zdrowia wszystkim chorym  obszarom w organizmie człowieka za pomocą nieinwazyjnych metod i na wzmacnianiu odporności organizmu. Jeżeli chodzi o chirurgię, to przede wszystkim są to operacje naprawcze, mające na celu usunięcie np. endometriozy, zrostów, przywrócenie prawidłowości funkcjonowania jamy macicy.

Szkoda, że ta dziedzina nie jest tak dotowana przez rząd, jak program in vitro…

Dziś wielu lekarzy tłumaczy się, że oni też stosują ochronną medycynę prokreacyjną, a jeśli to nie daje rezultatu, to proponują inseminację, a dopiero jeżeli to nie skutkuje, proponują in vitro. Tłumaczą się, że podchodzą do tego „jeszcze szerzej”. Starają się zdobyć środki na całą – jak mówią – medycynę rozrodu człowieka. Jednak w momencie, kiedy powstał program in vitro, te wszystkie operacje naprawcze przestały się rozwijać. Niewielu ludzi na świecie dalej się tym interesowało i próbowało pomagać, bo przecież można było to omijać programem In vitro i wcale nie trzeba było rozwijać tej precyzyjnej chirurgii ginekologicznej. Jeżeli bym się kierował zasadami demokracji, to zdecydowanie bym powiedział, że tym ludziom którzy nie chcą skorzystać z metod sztucznego zapłodnienia, też należy się dofinansowanie. Gdybyśmy dofinansowali diagnostykę leczenia niepłodności, to z niej wyłoniłyby się przyczyny, które można by neutralizować. Z punktu widzenia ekonomii, polityk byłby bardzo rozsądny, bo nie trzeba by było wydawać tych 300 mln zł rocznie na program in vitro. Rząd jednak słucha wpływowych ludzi na wysokich stanowiskach, z tytułami profesorskimi. Proszę zwrócić uwagę, że w sprawie prof. Chazana ci przedstawiciele świata medycznego, którzy poparli tego lekarza, nie byli w ogóle dopuszczani do zabierania głosu w telewizji publicznej. To jest walka dobra ze złem, życia ze śmiercią.

Jaka jest skuteczność naprotechnologii w stosunku do in vitro?

Jedno podejście do programu in vitro to jak gdyby odzyskanie rocznej pracy jajników. A ta roczna praca jajników w pełnym zdrowiu przynosi ok. 30 proc. sukcesu poczęcia dziecka. I taka jest również skuteczność programu in vitro. W przeliczeniu na jedną komórkę jajową program in vitro wcale nie jest skuteczniejszy niż cykl naturalny.

Są jednak takie przypadki, w których nie pomoże ochronna medycyna prokreacyjna

Tak, ale my rozmawiamy o skrajnych sytuacjach. Jeżeli komuś brakuje lewej ręki, to jaka jest szansa, żeby tę rękę zdobyć? Może posłużyć się protezą. My nie znamy panaceum na wszystkie nasze choroby, ale to nie znaczy, że nie mając ręki, mam prawo zniszczyć zdrowie i życie jakiegoś człowieka, który wcale nie chce mi tej ręki oddać. Nie mam prawa naruszyć jego istnienia.

Rozmawiała Emilia Drożdż

*Dr n. med. Tadeusz Wasilewski jest specjalistą położnictwa i ginekologii. Od 1993 do 2007 r. pracował w programie in vitro. W 2009 r. założył w Białymstoku klinikę NaProMedica. pierwszą w Polsce klinikę leczenia niepłodności małżeńskiej metodą naprotechnologii.