Na wyspach od pewnego czasu toczy się wokół tej kwestii gorąca dyskusja.
Autor studium, profesor Christian Dustman wyjaśniał, że w swoich wyliczeniach celowo wyodrębnił imigrantów z państw akcesyjnych. Jak wyliczył, bilans ich pobytu, mierzonego z jednej strony wydatkami państwa, a z drugiej wkładem jaki wnoszą w postaci podatków, jest dla Wielkiej Brytanii dodatni. W czasie radiowej dyskusji polemizował z nim prezes think tanku Migration Watch, Andrew Green, mówiąc z BBC, że "jeśli się weźmie grupę ludzi młodych, sprawnych i zdrowych, to nie są oni dla państwa drodzy". "Ale na dłuższą metę będą"- podkreślał.
Profesor Dustman zgodził się z tym, zastrzegając jednak, że ci imigranci mają jeszcze przed sobą wiele lat pozytywnego wkładu do budżetu państwa:
"Mają średnio po 25 lat, są też zatrudnieni poniżej swoich kwalifikacji i jeszcze nie doszli do szczytu swoich karier."- przekonywał.
W opinii Narodowego Urzędu Odpowiedzialności Fiskalnej, wpływ tych imigrantów na brytyjską gospodarkę będzie "nieznaczny".
Ra/IAR
