„Gazeta Wyborcza” uznała to zaś za skandal warty wielkiego tekstu, w których (pan, którego nazwiska wymieniać nie mam zamiaru, bo też nie zamierzam promować aktorów porno) użala się, że zawieszono go w partii, i to tylko za występowanie w filmach pornograficznych. Z dokumentów partyjnych wynika zresztą, że tak było w rzeczywistości. „Podejmuje aktywność obyczajową, do której istnieje powszechny dostęp w internecie, a która, mimo liberalnego profilu światopoglądowego partii (...), mogłaby być przez określone grona czy osoby użyta w sposób szkodliwy dla żywotnych interesów partii” - napisano.

 

A „GW” tak bardzo zbulwersowała się tym uzasadnieniem, że aż ruszyła w poszukiwania przyczyn, dla których aktora porno zawieszono. Palikociarzom zaś zabrakło cojones, by otwarcie przyznać się do tego, że bycie aktorem porno (i to w sumie bez większej różnicy homo czy hetero) specjalnym argumentem za działalnością w polityce nie jest, a do tego – nie tylko w Krakowie – jest jednak dość obciachowe. Zamiast więc uczciwie wyznać, że mają skrupuły moralne i estetyczne, opowiadają farmazony o tym, że nie wiedzą, jakie są powody, że poszło o krytykę itp. Dziennikarze „GW” jednak nie odpuszczają i stwierdzają, że „Palikot wyrzuca geja z partii. Bo jest zbyt liberalny”.

 

Z czego wynika, że jak ktoś uznaje, że granie w gejowskich filmach pornograficznych (w hetero dokładnie tak samo) jest jednak działalnością dość obciachową (nie mówiąc już o tym, że dość szkodliwą dla zdrowia, o moralności nie wspominając), to już jest konserwatystą. I pewnie zacofańcem. Witamy krakowski Ruch Palikota w klubie. A „GW” gratulujemy zainteresowań i bohaterów.

 

TPT/Wyborcza.pl