Nie ma co ukrywać, że taka suma przeraża. I to nawet gdy uświadomimy sobie, że z każdym kolejnym dzieckiem koszty ich wychowania spadają. Dwójka to 317-350 tys. zł; a trójka 421-460. Moja piątka „kosztować” więc będzie pewnie coś koło sześciuset tysięcy złotych... Włosy stają dęba na głowie.
Ale, sprawa robi się nieco mniej bolesna, gdy zaczniemy liczyć dokładniej. I nie chodzi wcale o to, że w istocie wiele rzeczy można kupić taniej, a koszty Centrum wydają się nieco zawyżone. To też jest prawda. Ale wystarczy zacząć dzielić ową przerażającą sumę na mniejsze. I tak okaże się, że pierwsze dziecko miesięcznie kosztuje nieco ponad 733 złotych, a dziennie dwadzieścia cztery złote (czyli dwie paczki papierosów). Dwoje dzieci to 1320 złotych miesięcznie, a dziennie 44 złote, a trójka to 1754 złote, czyli 56 złotych dziennie.
Tak wiem, że to wcale nie jest mało... Ale jednak 24 złote robi mniejsze wrażenie, niż 400 tysięcy złotych. Szczególnie, gdy policzymy, ile miesięcznie a nawet dziennie wydajemy na benzynę, papierosy czy alkohol. Nie mniej dla wielu rodzin, taka suma to bardzo, bardzo dużo. I dlatego konieczna jest sensowna polityka prorodzinna i pronatalistyczna, i to nie tylko socjalna, skierowana do ubogich, ale taka, podatkowa, ale także premiująca dzietność na innych polach, która obejmie wszystkich rodziców i wszystkie dzieci.
A poza tym warto sobie uświadomić, że – i jest to doświadczenie bardzo wielu małżeństw, w tym mojego – że jeśli Pan Bóg daje dzieci, to wraz z nimi przychodzi także bochenek chleba, który można wykorzystać. Wystarczy modlitwa i zaufanie, a Pan Bóg ofiaruje nam te „przerażające” sumy pieniędzy koniecznych do wychowania dzieci. A wraz z nimi da nam niezwykłe szczęście bycia rodzicami i obserwowania jak rozwijają się nasze dzieci.
Tomasz P. Terlikowski
