Nie odbieram nikomu prawa do radości. Rozumiem ból rodziców, którzy nie mogli mieć dziecka i radość, gdy je mają (choć nie uważam, by emocje mogły zmienić jednoznacznie negatywną ocenę moralną zapłodnienia in vitro). Ale, jeśli już podajemy informacje, to chciałbym, żeby podawać je w całości. A zatem nie tylko, gdzie urodziły się dzieci z „rządowego” in vitro, ale również ile dzieci powołano do istnienia, ile zamrożono, ile pozostaje w tym stanie, ile się nie implantowało i obumarło. Wtedy będziemy mieć dopiero pełen obraz.
I nie będzie to obraz specjalnie sympatyczny. Ze statystyk brytyjskich wynika, że aby doszło do jednego narodzenia z in vitro trzeba – na różne sposoby – poświęcić dwadzieścioro innych dzieci. I chciałbym, żeby ministerstwo zdrowie miało w sobie przynajmniej tyle odwagi, by także w Polsce takie dane podać. Tak abyśmy wiedzieli, życie ilu dzieci trzeba było poświęcić, żeby teraz móc odtrąbić sukces.
Tomasz P. Terlikowski
