Publicysta przekonuje, że najważniejszym problemem kobiet o którym mówią media jest miejsce na uprzywilejowanych zasadach w radach nadzorczych zarządów spółek skarbu państwa i na listach wyborczych. "Rozumiem, że spółki skarbu państwa bardzo często nie służą temu, czemu powinny służyć, a więc produkcji i zarabianiu pieniędzy, tylko załatwianiu rozmaitych interesów ludzi władzy. Dzisiaj premier Tusk ma taki interes, by pozyskiwać głosy połowy elektoratu, czyli kobiet i obiecywać im co się da. Miejsca w spółkach skarb państwa? – proszę bardzo. Miejsca na listach wyborczych? – jasne" - pisze Janke.

 

Komentator Wirtualnej Polski podkreśla, że zgodnie z "dość seksistowskim podejściem" niektóre partie promują na siłę kobiety na wysokich stanowiskach, aby ich uroda przyciągała uwagę a potem głosy mężczyzn, mniejszą uwagę przywiązując do kompetencji. Taka praktyka nie odpowiada publicyście.

 

Janke twierdzi, że poważniejszy problem jest z miejscami w zarządach firm. "Nie mam nic przeciwko temu, by były firmy, w których kobiet stanowią nie 40 procent zarządu, ale sto procent. Jeśli są zdolne i kompetentne – proszę bardzo. Znam firmy, którymi rządzą kobiety i radzą sobie naprawdę nieźle. Nie dlatego jednak, że są kobietami, tylko dlatego, że są dobrze wykształcone i mają odpowiednie cechy i doświadczenie" - pisze felietonista "Uważam Rze".

 

Jego zdaniem, zatrudnianie do zarządów kobiet "na siłę", ze względu na regulację prawną, jest absurdem, a także działaniem na szkodę kobiet i przedsiębiorstw. "Która z pań chciałaby znaleźć pracę w zarządzie firmy, tylko dlatego, że jest kobietą a nie dlatego, że jest dobrym specjalistą? Myślę, że dla wielu z nic to perspektywa dość upokarzająca. Szybko odczują, że pracują niezgodnie ze swoimi kompetencjami i że są traktowane jak piąte koło u wozu. Kobiety, nie róbcie szkody innym kobietom! Dajcie im szanse" - apeluje Janke.

 

"A dla firm, które są zmuszane, by zatrudniać pracowników według parytetów a nie kompetencji to problem bardzo poważny. Ja rozumiem, że w spółkach skarbu państwa to można, bo to państwowe, czyli niczyje. Ale w Unii są już pomysły, żeby taki obowiązek nałożyć także na spółki prywatne. Jeśli Unia chce dożynać także prywatne firmy, nakładać na nie kolejne obowiązki, to możemy na dobre pożegnać się z marzeniami o konkurencyjności Europy" - dodaje szef Salonu24.

Jego zdaniem Europa wyginie razem z twórcami "takich socjalistycznych zapisów". Janke ironizuje, że na czele takiej ginącej Unii mógłby stanąć Donald Tusk, który kiedyś okreslał się mianem liberała gospodarczego, a dziś jest socjalistą, "choć bardziej trafnie byłoby powiedzieć, że jest tanim populistą, bo nasz premier, kiedy trzeba jest prawicowy, kiedy trzeba lewicowy, a najczęściej – nijaki". Co to oznacza według publicysty portalu Wp.pl? To, że Donald Tusk jest taki jak Unia Europejska...

"Donald Tusk mniej mnie martwi. Martwi mnie los firm. I kobiet. Kobiety z Kongresu, bardzo Was proszę – nie róbcie kobietom krzywdy. Ani gospodarce" - puentuje Janke.

 

AM