Mimo tego ,że mam wiele szacunku dla neokonserwatystów, fascynuje mnie ks. John Neuhaus czy Michael Novak a George W. Busha uważam za dobrego prezydenta USA, to nie jestem zwolennikiem wprowadzania siłą demokracji w krajach arabskich. Bliżej mi do teokoserwatyzmu niż klasycznego neokonserwatyzmu w wykonaniu byłych trockisów i lewicowców, którzy mają w sobie pokusę szerzenia politycznych systemów na świecie. Mimo tego, że również przeszedłem drogę od lewicowego liberalizmu do liberalnego konserwatyzmu to nie pchnęło mnie to do fascynacji istotą demokracji. Jasne jest dla mnie, że świat potrzebuje żandarma, który stoi po stronie dobra w walce ze złem. Taką rolę pełniły USA w okresie Zimnej Wojny. Teraz, gdy czyhają na nas nowe nie bezpieczeństwa w postaci islamskiego terroryzmu, również musimy opowiadać się za krajami, które są w stanie chronić naszą cywilizację. Niestety wielu neokonserwatystów wierzy, że przy okazji wojny z terrorem można rozprowadzać po świecie demokrację, która w ich przekonaniu jest największym dobrem, które zajmuje nawet miejsce religii. Przykładem takiego sposoby myślenia jest były neokoń Francis Fukuyama, który zbłaźnił się ogłaszając koniec historii. Okazuje się jednak, że demokracja wcale nie była czymś uświęconym przez Ojców Założycieli USA, którzy widzieli wiele jej ciemnych stron. Pisałem już o tym w tekście „Fetysz demokracji”. Pozwolę sobie przypomnieć niektóre jego fragmenty.
„Ich ( Ojców Założycieli- przyp. Ł.A) podstawową intencją, zasadniczo spełnioną w oryginalnym tekście konstytucji, było nadanie „wolnej republice” ustroju harmonizującego pierwiastek quasi-monarchiczny ( w instytucji prezydenta) z arystokratycznym ( Senat jako reprezentacja „naturalnej” arystokracji) i umiarkowanie demokratycznym ( Izba Reprezentantów) , z kluczową w architektonice tego ustroju rolę Sądu Najwyższego jako strażnika bezosobowych Rządów Prawa ( „nomokracji”). Ustrój taki miał zabezpieczać republikę przed jej zdegenerowaniem się w tyranię, oligarchię lub właśnie w demokrację, identyfikowaną z ochlokracją – pisze prof. Jacek Bartyzel w klasycznym już dziele „ Demokracja”.
Wypowiedzi Ojców Założycieli na temat ludu byłyby dziś zapewne szybko spacyfikowane przez "tolerancyjną" demokrację. Za "faszystę" czy innego reakcjonistę i wroga ludu uznany byłby pro-brytyjski sympatyk monarchii Alexander Hamilton, który powiedział: Prawdziwa wolność nigdy nie występuje w despotyzmie lub w skrajnej demokracji. W piśmie założonym przez Hamiltona "The federalist" James Madison napisał, że: Demokracje, gdziekolwiek się pojawiły, były spektaklami zawirowań i sporów, gdziekolwiek były odkrywano ich sprzeczność z osobistym bezpieczeństwem lub prawem własności. Były w zasadzie tak krótkie jak ich życie, tak jak były gwałtowne ich śmierci. Warto przytoczyć natomiast ciekawą wypowiedź najbardziej liberalnego z Ojców Założycieli Thomasa Jeffersona, który przekonywał, że republikę czekałby upadek, gdyby prawo głosu dostała "kanalia z zaułków wielkim miast". Jefferson jest również autorem stwierdzenia, że: Demokracja to nic innego jak rządy motłochu w których pięćdziesiąt-jeden procent ludzi może odebrać prawa pozostałym czterdziestu-dziewięciu procentom. Należy pamiętać, że "founding fathers" nie wyobrażali sobie prawa głosu bez cenzusów majątkowych.
Jedynym wierzącym ,w pewnym stopniu, w mądrość ludu był 3 prezydent USA Jefferson, który miał pomysł ( od którego zdystansował się przed śmiercią), by głosować mogli tylko posiadaczy ziemscy. Jednak postulował by wcześniej rozdać ziemię wszystkim obywatelom. „Charles i Mary Beard piszą wręcz, że ojcowie założyciele USA nienawidzili demokracji bardziej niż grzechu pierworodnego. W dziełach zebranych Thomasa Jeffersona słowo "demokratyczny" pojawia się tylko raz (w jednym z prywatnych listów), zaś do historii przeszedł słynny okrzyk Alexandra Hamiltona, skierowany do Waszyngtona: "Naród, Sir, jest wielką bestią!". Pierwszym amerykańskim prezydentem, który określił sam siebie demokratą, był dopiero wybrany w 1828 roku Andrew Jackson"- pisał w jednym z numerów Frondy węgierski publicysta Gergelyi Hegyi. Przypisywanie liberalnej demokracji źródła w amerykańskiej rewolucji jest jednym z przejawów fetyszu tego systemu. Skoro odbieramy Ojców Założycieli jako wielkich bohaterów, którzy założyli kraj oparty na wolności i chrześcijańskich zasadach, to każe nam się myśleć, że musieli być oni demokratami.
Dziś niestety samo zastanawianie się czy demokracja jest jedyną słuszną formą rządów przez polityka, powoduje, że jest on traktowany jako osoba „poza systemowa”. Rzadko kiedy zdarza się by czynny polityk choćby rozważał czy podlizywanie się ludowi i przekupywanie go pieniędzmi podatników ma jakikolwiek sens i jest dobre dla kraju. Niewiele osób wchodzących do polityki ma odwagę zakwestionować system partyjny, który jest kwintesencją demokracji. Ostatnio zrobił to prof. Selim Chazbijewicz, który napisał na portalu www.debata.olsztyn.pl : „Jeśli znany francuski pisarz i polityk Charles Maurras mógł być ateistą popierającym władzę polityczną Katolickiego Kościoła to ja mogę być muzułmaninem czyniącym to samo ! […] Biorę udział w wyborach parlamentarnych jako kandydat Prawa i Sprawiedliwości do Senatu. Jednakże szczerze muszę przyznać, że im bardziej wgłębiam się w różnorakie wyborcze niuanse polegające na zachęcaniu wyborcy do oddania głosu akurat na mnie, tym bardziej staję się przeciwnikiem demokracji, która w naszych czasach a nawet i wcześniej stała się własnym wynaturzeniem". Ja nie znam odpowiedzi na to czy monarchia byłaby dziś lepszym systemem niż demokracja. Nie wiem jaki system polityczny jest najlepszy dla obywatela. Nie jestem monarchistą, ale jednocześnie widzę, że demokracja ma zbyt wiele sprzeczności w sobie. Wiem jednak, że pisanie o „nawracaniu” się na demokracje jest przejawem stawiania tego systemu w miejscu Boga, gdzie z pewnością być on nie powinien. I wiedzieli to nawet założyciele najsprawniejszej demokracji na świecie.
Łukasz Adamski

