- Burdy wywołało kilkuset bandytów pielęgnujących nienawiść do wszystkich i wszystkiego – zastrzega w wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej” Głowacki, ale zaraz dodaje, że „nienawiść pielęgnowana do Rosji choćby pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu w końcu wybuchła". - Mecz z Rosją został rozdmuchany przez media do rozmiarów jakiejś wojny. A większość kibiców z Rosji to przecież zupełnie normalni ludzie. W dodatku Rosja z nami zremisowała, za co powinniśmy jej być głęboko wdzięczni. A my na nich z pięściami... - dodaje pisarz.



Na pytanie, dlaczego pobito właśnie Rosjan, Głowacki odpowiada: - Część naszych polityków wciąż kultywuje mit, że trzeba wpieprzyć Rosjanom za zabory, Katyń i jeszcze Smoleńsk. Tak myślą nasi narodowcy. Niemcom potrafili wybaczyć, bo mają mercedesy. Rosji nie potrafimy wybaczyć, choć ma literaturę dziesięć razy lepszą od naszej – podkreśla Głowacki, sugerując najwyraźniej – z typową dla intelektualisty głupotą – że chuligani szaleją z głębokiej frustracji, że nie mamy Dostojewskiego.

 

TPT/Gazeta Wyborcza