Nowa instrukcja Kongregacji Nauki Wiary "Dignitas personae" kończy marzenia o prawnym kompromisie w sprawie zapłodnienia in vitro, który został przygotowany przez Jarosława Gowina. Pomysły bowiem, które miały być wyjściem na przeciw postulatom Kościoła o ochronie godności życia zostały w owym dokumencie jednoznacznie odrzucone. A dotyczy to przede wszystkim adopcji prenatalnej (która rodzi, jak wskazują autorzy dokumentu, liczne kontrowersje moralne - związane z macierzyństwem zastępczym czy zapłodnieniem heterologicznym), która ma być według gowinowego projektu ratunkiem dla nieimplantowanych zarodków, jak i zamrażania owocytów (uznana ona zostaje za moralnie nie do przyjęcia, jeśli ma służyć procedurze in vitro), która ma zastąpić kriokonserwację zarodków.

Tak jednoznaczne postawienie sprawy wynika z założeń antropologicznych i ontycznych, które wypływają z chrześcijańskiego (ale i biologicznego) postrzegania rzeczywistości. Autorzy "Dignitas personae" jednoznacznie przypominają, że każdej istocie ludzkiej "od poczęcia do naturalnej śmierci należy się godność osoby". I z tej prostej zasady wyprowadza spójny obraz nauki moralnej, która powinna mieć swój wyraz w prawie. "Rzeczywistość istoty ludzkiej przez całe jej życie, przed narodzeniem i po narodzeniu, nie pozwala mówić ani o zmianie natury, ani o stopniowym wzroście wartości moralnej, posiada ona bowiem pełną kwalifikację antropologiczną i etyczną. A zatem embrion ludzki od samego początku ma godność właściwą osoby" - stwierdzają autorzy instrukcji. A w kolejnym punkcie dodają, że  "prokreacja prawdziwie odpowiedzialna wobec mającego się narodzić dziecka winna „być owocem małżeństwa”. Z tych dwóch absolutnie fundamentalnych zasad moralnych wypływa jednoznaczna moralna ocena procedur zapłodnienia in vitro. Są one całkowicie niedopuszczalne, bowiem naruszają prawo do życia i integralności fizycznej każdej istoty ludzkiej (poprzez selekcje embrionów, ich zamrażanie czy niszczenie); rozbijają jedność małżeństwa; oraz niszcząc specyficznie ludzkie wartości płciowości, które - jak wskazuje instrukcja - „wymagają, by przekazanie życia osobie ludzkiej nastąpiło jako owoc właściwego aktu małżeńskiego, aktu miłości między małżonkami”.

Co z tego wynika dla naszych polityków? Odpowiedź jest dość oczywista: muszą jednoznacznie opowiedzieć się za lub przeciw nauczaniu Kościoła. Uczestnictwo w tworzeniu prawa niemoralnego i niezgodne z nauczanem chrześcijańskim powinna być - dla tych z nich, którzy uznają się za katolików - absolutnie niedopuszczalna. Jedyny projekt, który mogą oni zatem zgłosić, to projekt całkowitego zakazu zapłodnienia in vitro. Uczestnictwo w przygotowywaniu innych (szczególnie, gdy są one punktem wyjścia dyskusji, a nie jej kresu) projektów rodzi poważne wątpliwości moralne. I to nawet jeśli wypływa ono ze szczerych intencji. Nie ma zatem co ukrywać, że Kongregacja postawiła naszych parlamentarzystów przed niełatwym zadaniem. Muszą oni poddać się testowi wierności własnym deklaracjom. A zasłanianie się kompromisem na niewiele się tu zda, bowiem to nauczanie Kościoła, a nie kompromis powinno być drogowskazem w działalności politycznej.

Tomasz Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »