Z taką większością już jutro można bowiem przegłosować, że słowa k..., ch..., p... nie są wulgarne, ale są wyrazem bogatego wnętrza, piękna języka, a także dowodem przynależności do prawdziwej elity. Można też uznać, że palant to pochwała, a zwracanie się do pracownika per "ch..." to dowód sympatii. Jak szaleć to szaleć. W końcu ma większość! Z taką decyzją byłby jednak pewien problem. Otóż mogłoby się okazać, że złośliwi Polacy zaczęliby używać na określenie premiera takich samych słów. A jako, że przestałyby być one wulgarne, to nie widać powodu, by kogokolwiek o to oskarżać.
Tomasz P. Terlikowski
