Wydawać by się mogło, że cały ten cyrk ze związkami partnerskimi, a później Anną Grodzką jako kandydatką na wicemarszałka odjechał już daleko stąd ze swoim przedstawieniem i wreszcie politycy zajmą się poważniejszymi problemami niż kwestie – nomen omen – poniżej pasa, a jednak... Kampania Przeciw Homofobii wytropiła wywiad, w którym Jarosław Gowin niby dyskryminuje posła/nkę Ruchu Palikota. Chodzi o wypowiedź ministra sprawiedliwości, która ukazała się w „Super Expressie” pt. „ Nie mam zdania, czy Grodzka jest mężczyzną, czy już kobietą”.

 

Stojąca na straży przestrzegania poprawności politycznej (ale tylko względem homo- i transseksualistów, nigdy w drugą stronę) KPH już zaalarmowała pełnomocniczkę rządu ds. równego traktowania, Agnieszkę Kozłowską-Rajewicz. - Minister Sprawiedliwości powinien stać na straży prawa, a swoim zachowaniem, wypowiedziami i postawą stanowić przykład dla społeczeństwa (...) taka wypowiedź ma charakter dyskryminujący, gdyż podważa prawo jednostki do samostanowienia i określania swojej tożsamości – czytamy w liście organizacji, cytowanym przez TOK FM.

 

Na szczęście tym razem, a zdarza się to rzadko, co trzeba koniecznie odnotować, pani Kozłowska-Rajewicz nie do końca zgadza się z KPH. - Nie odniosłam takiego wrażenia, że odpowiedź pana ministra odnosiła się do jego rzeczywistych wątpliwości co do obecnej płci pani poseł Anny Grodzkiej. Chciałabym poczekać najpierw na to, co powie Jarosław Gowin i dopiero później ewentualnie zareagować na pismo - powiedziała w rozmowie z TOK FM, dodając, że liczy na szybką reakcję ministra. Ale jeśli to nie nastąpi, Kozłowska-Rajewicz zapewnia, że będzie się z nim kontaktowała telefonicznie.

 

A ja liczę na to, że minister Gowin nie będzie się przejmował takimi błahostkami. Bo cały ten cyrk z Anną Grodzką zwyczajnie przestaje już być śmieszny. A już naprawdę nieśmiesznie, a nawet straszno robi się, kiedy każda wypowiedź na temat posła/nki Ruchu Palikota, która nie jest peanem na jej cześć, zaczyna być uznawana za przejaw jakiejś homofobii, a co więcej, jej autor staje przed możliwością poniesienia za swoje słowa kary (vide: proces Tomasza Terlikowskiego). Co ciekawe, sama zainteresowana jakoś przez kilka dni nie poczuła się dotknięta tytułem, bo przecież nie cytatem słowo w słowo, jaki „SE” nadał wywiadowi z Gowinem. Jakoś nie widziałam, żeby domagała się przeprosin. Ale bohaterska KPH już dyskryminację dostrzegła. I tego Grodzkiej bardzo współczuję. Bo niby to całe lewactwo i palikociarnia tak jej broni, niby tylko w ich szeregach posłanka znajduje zrozumienie, a z drugiej strony – nikt jej bardziej nie wykorzystuje do jakichś swoich politycznych celów, jak właśnie aktywiści LGTB i palikociarnia. Grodzka pełni tam nic więcej, ponad rolę zwykłej maskotki, o czym mogliśmy (a także ona sama) przekonać się jeszcze nie tak dawno temu, kiedy nad Sejmem unosiło się widmo pierwszego transseksualnego wicemarszałka.

 

Niestety, taka znowu miłosierna to ja nie będę, bo bardzo szybko trzeba sobie jasno powiedzieć od kogo to wszystko się zaczęło. Przecież to nikt inny, jak właśnie sama Anna Grodzka uczyniła ze swej przypadłości znak firmowy. I koło się zamyka, a cyrk gra swoje przedstawienie dalej...

 

Marta Brzezińska