Na pytanie o braki językowe w wyksztłaceniu polskich absolwentów odpowiada: "Mówię raczej o absolwentach politechniki, ponieważ o humanistach w ogóle niewiele słyszę. Spotykam się z ludźmi, którzy chcą zatrudniać fachowców." Prosty wniosek - absolwent politechniki to fachowiec - przynajmniej potencjalny, a humanista?

Pada kolejne pytanie: "Humanista ma elastyczny umysł, w każdej chwili może się przebranżowić. - Ale jeśli nie zna wzoru na wytrzymałość pręta, to nie zbuduje mostu. Są rzeczy, których humanista po prostu nie przeskoczy. Wielu młodych ludzi przy wyborze kierunku studiów nie zastanawia się, za co kupi chleb."

"Zgadza się pan z opinią, że magiczny tytuł inżyniera nie gwarantuje dzisiaj sukcesu? - Zależy, jaki inżynier. Są branże, w których jest akurat spowolnienie. Na przykład w budownictwie. Ale proszę mi powiedzieć, gdzie potrzebują 20 polonistów..."

"Nie wiem. - A 20 historyków? No właśnie. A ja mogę pani powiedzieć, gdzie potrzebują 40 inżynierów budownictwa i 100 informatyków. Inżynierów zaczyna brakować w Szwecji czy w Niemczech - tych najtrudniejszych kierunków nikt nie chce studiować. Być może nasi zaczną odpływać za granicę. Inżynierowie są potrzebni. Jak nie tutaj, to gdzie indziej."

Logika porażająca - historyków i polonistów nie potrzebujemy, a fachowców zatrudnią Niemcy i Szwedzi. Po lekturze takiego wywiadu już wiem po co są humaniści, albo jaki byłby świat ich pozbawiony.

Tomasz Rowiński/wroclaw.gazeta.pl