Wielki klasztor sióstr wizytek od ponad pół wieku jest nieużywany. Jeszcze kilka lat temu było tam więzienie. Budynek, choć z zewnątrz wygląda jak świątynia, w środku jest podzielony na niewielkie cele. A w nich jak to w więziennych celach – obsceniczne rysunki, wulgarne napisy. Obok, za wysokim murem, stoi niewielki budyneczek, w którym od kilku lat mieszkają Siostry Jezusa Miłosiernego. Ten klasztorek znają prawie wszyscy pielgrzymi z Polski. Wiadomo, że gdy nie ma się gdzie zatrzymać, gdy dopadną nas kłopoty, zawsze można tam trafić. I otrzymać nocleg (czasem na podłodze, ale zawsze), ciepłą herbatę i posiłek. Obok zaś klasztoru stoi spory budynek, z wybitymi oknami i zniszczoną elewacją. To tam ma powstać na stałe pierwsze na Litwie hospicjum.

Hospisas? Nie ma takiego słowa!
Pierwsze hospicjum, bowiem jak dotąd nie ma na Litwie miejsca, gdzie mogliby trafiać ludzie w terminalnym stanie. Nie ma nawet słowa w języku litewskim, które takie miejsce mogłoby oznaczać. Gdy siostry Jezusa Miłosiernego zaproponowały termin „hospisas”, usłyszały, że takiego słowa w języku litewskim nie ma, i należy stosować termin oznaczający przytułek. Na to jednak nie ma ich zgody, bowiem celem hospicjum nie jest przygarnianie odrzuconych, ale zapewnienie im godnego przejścia na drugą stronę, ku Bogu, który nie jest Śmiercią, ale Życiem. Przytułek nie ma zaś z takim celem nic wspólnego.
I choć grupa wolontariuszy, lekarzy i specjalistów, którzy współpracują z siostrami, ma już tego świadomość, to wciąż brakuje jej sporej części litewskich lekarzy. – Personel medyczny często wrzeszczy na cierpiących pacjentów. „Czego jęczy” – można usłyszeć. „Bo boli” – odpowiada pacjentka, a pielęgniarka odburkuje: „wszystko, co miała dostać, już dostała, a boleć musi” – opowiada siostra Michaela, która jest głównodowodzącym projektu hospicyjnego. Początkowo trudno było w to uwierzyć, ale moje wątpliwości rozwiała wizyta w jednym z litewskich szpitali. I nawet nie chodzi o zapach (nie był to bynajmniej ciężki zapach środków czystości, jaki męczy nas w Polsce, ale raczej coś bliższego miejskim szaletom), ale raczej o to, że choć spacerowaliśmy po placówce ponad pół godziny, to nikt się nami nie zainteresował (poza oczywiście pacjentami).
Wsłuchać się w ból ziemi
Na szczęście powoli zaczyna się to zmieniać. Dlatego kardynał Audrys Juozas Bačkis zaprosił siostry Jezusa Miłosiernego, by w Wilnie zbudowały pierwsze hospicjum i pomogły wychować kadry hospicyjne dla Litwy. Siostra Michaela, która wcześniej zorganizowała i szefowała hospicjum w Gorzowie Wielkopolskim, długo nie potrafiła się zdecydować na pozytywną odpowiedź. – Aż wreszcie w czasie beatyfikacji naszego założyciela ks. Michała Sopoćki postanowiłam, jako dowód wdzięczności Bogu, powiedzieć TAK – opowiada, lekko się uśmiechając, siostra. I zaraz przerywa, by nalać herbaty, zaproponować ciastko, czy odebrać telefon od kolejnej rodziny szukającej pomocy dla ciężko chorego. – Ta odpowiedź wynikała ze specyfiki naszego powołania. Błogosławiony ks. Sopoćko nie pozostawił nam jasnego charyzmatu. Mówił, byśmy wsłuchiwały się w ból ziemi. A tu, na Litwie, tym bólem jest brak miłości, obecności. I ja usłyszałam ten ból – dodaje siostra. Ból, który przekłada się na samotność umierających. – Nigdy w Polsce, choć w hospicjum pracowałam wiele lat, nie słyszałam, by ktoś prosił o śmierć. A tu na Litwie usłyszałam to już dwa razy. I właśnie to jest dla nas wyzwaniem, by ludzie przestali być tak samotni – uzupełnia siostra.
Pomoc, jaką okazują swoim podopiecznym siostry Jezusa Miłosiernego, nie dotyczy jednak tylko kwestii materialnych czy cielesnych. O wiele istotniejsza jest pomoc duchowa. – My w Polsce nawet nie potrafimy sobie wyobrazić, jaką pustynię duchową pozostawił tu komunizm. Nikt nie zatrzymuje się nad umierającym, a on sam musi zmagać się ze swoim odchodzeniem – mówi siostra Michaela. I zaraz wspomina jedną ze swoich pacjentek. – Pani V. Bardzo dobrze wykształcona, zaangażowana w pewnym momencie w ruch New Age. I samotnie umierająca. Jak ona się bała śmierci. Błagała, żebym gdy będzie odchodzić czuwała przy niej. I byłam tam. „Boję się” – krzyczała do mnie. Zaczęłam odmawiać koronkę do Miłosierdzia Bożego. A jej ciało wyginało się w spazmach. One nie były naturalne. Zaczęło nią rzucać. Czułam, że toczy się walka. I wreszcie, nie wiem już po ilu Koronkach, ona uspokoiła się i zmarła. Pielęgniarka zapaliła świecę… - siostra spuszcza wzrok.
Ale po chwili się ożywia. – Są i inne śmierci. Pamiętam mężczyznę, który umierał tak, jakby odgrywał ostatnią symfonię swojego życia. I takiego, który odchodząc powiedział do mnie: siostro, po drugiej stronie zorganizuję grupę wolontariuszy dla hospicjum. I wie Pan, co? – uśmiecha się do mnie swoim promiennym uśmiechem zakonnica – rzeczywiście, jakby nam się poprawiło, po tym, jak on odszedł.
Pomoc potrzebna od zaraz
Takimi historiami siostra Michaela może sypać jak z rękawa. Nie powinno zatem dziwić, że ona sama nie obawia się już śmierci. – Ja wiem, że tam jest inna rzeczywistość. I jeśli mogę się czegoś obawiać, to nie samej śmierci, ale tego, czy będę godna spotkania z Chrystusem – odpowiada ze śmiechem na moje naiwne pytanie o to, czy po tylu latach w hospicjum odczuwa jeszcze lęk przed odchodzeniem. Lęk towarzyszy jej jednak w odniesieniu do pacjentów. Zabiegana zakonnica ma bowiem świadomość, jak wielu potrzebujących liczy na pomoc Sióstr Jezusa Miłosiernego. I na pierwsze na Litwie hospicjum stacjonarne.

Historia hospicjum zaczęła się od konferencji naukowej. 15 lutego 2009 roku siostra ściągnęła w jedno miejsce wielu litewskich lekarzy, prawników, opiekunów społecznych. – Było 150 osób. Zadałam im pytanie, czy na Litwie potrzebne jest hospicjum. A wtedy wstała pani doktor z Kliniki Onkologii i powiedziała: „siostro, to nie jest dobre pytanie, trzeba raczej zapytać, dlaczego wciąż takich miejsc nie mamy”. I to właśnie spośród tych ludzi wzięli się pierwsi wolontariusze, którzy pracują już z chorymi – dodaje siostra Michaela.
Na razie działa tylko hospicjum domowe. Dzięki pomocy polskich hospicjów zakonnice mają konieczne środki, by czuwać nad chorymi. Ale ich celem jest duże hospicjum stacjonarne. Budynek już jest. Kuria wileńska przekazała im duży, ale kompletnie zrujnowany dom tuż obok klasztoru. Obecnie trwa jego remont i przystosowanie go do potrzeb chorych. Aby go dokończyć potrzeba 3 miliony litów (w przybliżeniu tyle samo złotych) i realnej pomocy tych wszystkich, którzy jak siostry potrafią wsłuchać się w ból ziemi. Także wileńskiej czy litewskiej.
Tomasz P. Terlikowski
Jeśli ktoś zechce pomóc podajemy nr konta:
LTL 152140030000152637
PLN 312140030000152640
USD 682140030000152653
EUR 082140030000152666
SWIFT NDEALT2X.
Inne możliwości pomocy można zgłaszać pod adresem mailowym zsjmwilno@wp.pl lub numerem telefonu 0037/05 212 10 90
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

