Pod koniec lipca 2010 roku kolejna organizacja homoseksualna otrzymała statut doradcy przy Radzie Gospodarczej i Społecznej Narodów Zjednoczonych. Wniosek poparli m.in. przedstawiciele Polski w ONZ. International Gay and Lesbian Human Rights Commission jest już dziesiątą organizacją homoseksualną działającą aktywnie w RGiS i posiadającą statut doradcy. Dzięki temu lobby gejowskie na świecie ma kolejną broń w promocji swoich wynaturzeń. Organizacje homoseksualne, dzięki współpracy z Radą, mogą uczestniczyć aktywnie w jej posiedzeniach i wpływać na jej działanie. A wpływ ten może okazać się znaczący, ponieważ RGiS jest jednym z organów głównych Narodów Zjednoczonych. Do jej kompetencji należy wydawanie zaleceń innym organom NZ, promowanie praw człowieka, wydawanie zaleceń w związku z prawami człowieka, przygotowywanie umów międzynarodowych dotyczących spraw gospodarczo-społecznych. Rada posiada szerokie, nieformalne wpływy w wielu krajach oraz organizacjach pozarządowych na całym świecie. Wpływ organizacji homoseksualnych na taki organ oznacza, że lobby homoseksualne zdobyło kolejny potężny mechanizm nacisku na kraje członkowskie NZ, by zaakceptowały homoseksualny typ budowy społeczeństwa. Jednym z zadań Rady jest również propagowanie powszechnego poszanowania praw człowieka i podstawowych wolności. Działalność organizacji homoseksualnych sprawia, że coraz popularniejsze staje się twierdzenie, że wśród tych „wolności” należy umieścić prawo homoseksualistów do zawierania „małżeństw” i adopcji dzieci.

Po trupach

Dopuszczenie kolejnej organizacji do doradzania RGiS nie spowoduje nagłego shomoseksualizowania świata. Jednak jest kolejnym krokiem na rozpoczętej w latach 70. (wraz z wykreśleniem homoseksualizmu przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne z listy chorób) drodze do sterroryzowania heteroseksualnej większości. Od początku lobby gejowskie łamało wszelkie standardy. Pierwsze sukcesy odnosiło na skutek nacisków na lekarzy. Decyzję o wykreśleniu homoseksualizmu z listy chorób podejmowano nie na podstawie wyników badań, tylko głosowania psychiatrów. Po latach wielu z tych, którzy poparli lobby homoseksualne, przyznało się do błędu, opierając się tym razem na badaniach naukowych. Jednak w chwili głosowania dali się zastraszyć, poddali się naciskom homolobby, które po trupach dąży do realizacji swoich celów. A strategia homoseksualistów dawno temu stała się oczywista – zdobyć silny wpływ na opinię publiczną, zakrzyczeć „nietolerancyjną” większość i wprowadzić prawo nakazujące większości promowanie mniejszości.

O skuteczności lobby homoseksualnego można się przekonać jadąc np. do Wielkiej Brytanii. W niej złego słowa o homoseksualizmie powiedzieć nie można. Jest to bowiem „incydent homofobiczny”, traktowany przez policję równie poważnie co zagrożenie terroryzmem. O „tolerancji” lobby homoseksualnego przekonało się wiele osób, które odważyły się powiedzieć coś nie po jego myśli. Jedną z pierwszych ofiar „homotolerancji” był Rocco Buttiglione, który nie został szefem Komisji Europejskiej, bo powiedział, że homoseksualizm jest grzechem. Lobby mu tego nie przepuściło. Podobnie jak szwedzkiemu pastorowi Zielonoświątkowców, który w kazaniu powiedział to samo co Buttiglione. Za swoje słowa spędził miesiąc w więzieniu. Powiedzenie czegoś niezgodnego z propagandą seksualnych wykolejeńców stało się jedynym powodem, dla którego Carrie Prejean nie zdobyła tytułu najpiękniejszej Amerykanki. Straciła szansę na zwycięstwo, mimo iż na pytanie o „małżeństwa” homoseksualne odpowiedziała w sposób typowy dla wojujących liberałów. - To wspaniale, że żyjemy w kraju, gdzie można wybrać między małżeństwem między mężczyzną a kobietą, a między osobami tej samej płci. Osobiście wierzę, że małżeństwo to związek między mężczyzną a kobietą. Bez urazy, ale tak zostałam wychowana – powiedziała. Jej poglądy nie spodobały się jednemu z homoseksualnych jurorów, który w sposób niewybredny dał wyraz swojemu oburzeniu i zbluzgał Carrie na prywatnym videoblogu. Prejean przez swoją wypowiedź nie tylko nie wygrała konkursu, ale również straciła sponsorów. Nie chciała bowiem przeprosić za swój „występek”.

Państwowa „tolerancja”

Pojedynczych ludzi łatwo zastraszyć i ukarać za niechęć do promowania homoseksualizmu. Nadzieją na ochronę heteroseksualnej większości powinny więc być instytucje państwowe. Jednak i one coraz częściej są przeżarte homomyśleniem. Wprowadzają prawa, które w imię walki z dyskryminacją mniejszości seksualnej każą większości wyzbyć się swoich przekonań i – coraz częściej – wiary. Jest to widoczne w Wielkiej Brytanii, gdzie wprowadzono chore prawo, które zakazuje w szpitalach używania słów „tata” i „mama”, ponieważ są dzieci wychowywane w „homorodzinach”. Przeważająca większość normalnych ludzi musi więc dostosować się do chorej mniejszości, która się stale rozpycha i dąży do zniszczenia każdego, kto inaczej myśli. W ramach tej walki, na Wyspach udało się wyeliminować wszystkie katolickie agencje adopcyjne. Państwo stwierdziło, że nie mogą one odmawiać prawa homoseksualnym parom do posiadania dziecka. Agencje, nie chcąc włączać się w wysyłanie dzieci homoseksualistom, musiały zamknąć działalność.

Ostatnie zwycięstwo organizacji homoseksualnej w walce o status doradcy przy Radzie Gospodarczej i Społecznej NZ to również dowód na to, że państwa są coraz bardziej podatne na działanie lobby homoseksualnego. Zgodę na tę decyzję wydały bowiem takie kraje, jak Włochy, Malta, Liechtenstein, Chile i Polska, które uchodzą za kraje katolickie. Jednak i one wolały nie sprzeciwiać się coraz silniejszemu lobby. Zgoda krajów typowo katolickich na działalność organizacji homoseksualnej przy ONZ jest złym symptomem. Oznacza bowiem, że w polityce międzynarodowej kraje te nie chcą uchodzić za sprzeciwiające się homoseksualizmowi. Zarówno Polska, jak i Włochy oraz Malta należą do Unii Europejskiej, Liechtenstein z nią współpracuje. Może to oznaczać, że zagłosowały w ten sposób ws. RGiS, by nie narazić się na krytykę ze strony Brukseli, aktywnie wspierającej lobby homoseksualne.

Zdominować świat

Lobby to jest coraz groźniejsze, od lat realizuje swoją taktykę, zbliżając się do osiągnięcia założonych celów. Cele te oraz sposób ich osiągnięcia opisali już w 1987 roku Marshall K. Kirk i Erastes Pill w książce „Przerobić heteroseksualną Amerykę”. Autorzy nakreślili dokładny plan zdobywania władzy nad opinią publiczną i sposób na forsowanie korzystnych dla siebie rozwiązań prawnych. Jak głosi książka, pierwszym etapem lobby homoseksualnego jest zdobycie jak największych wpływów na media. Społeczeństwo musi przywyknąć do homoseksualizmu. Ma to pokazać, że społeczeństwo go akceptuje i się z nim utożsamia, że jest to dużo częstsze zjawisko niż w rzeczywistości. Ważne jest również zdobycie wpływu na kościoły liberalne, by móc oddziaływać duchowo na społeczeństwo. Po zdobyciu dobrego miejsca w mediach, należy zadbać, by pokazywały one homoseksualistów jako ofiary nietolerancyjnej większości. Ma to pokazać, że homoseksualiści potrzebują ochrony, wywołać litość oglądających. Przeciwnicy muszą – jak radzą autorzy – wychodzić na głupich i tępych homofobów. - Trzeba ich zmieszać z błotem. Chcemy sprawić, by wrogowie gejów wyglądali tak paskudnie, że przeciętny Amerykanin będzie chciał się od nich trzymać z daleka – piszą autorzy książki uwielbianej przez walczące o „tolerancję” środowiska homoseksualne. Po odpowiednim nastawieniu opinii publicznej do „homofobów” i „biednych” homoseksualistów, lobby musi zacząć zbierać pieniądze na reklamowanie swoich wynaturzeń. - Najwyższy czas, by geje podjęli skuteczne środki, aby dołączyć do głównego nurtu, z dumą i z całą swoją siłą – konkludują swoje rady Kirk i Pill.

Patrząc na działania homoseksualistów na świecie można dojść do wniosku, że realizują oni dokładnie wytyczne autorów książki. W jednych krajach udało im się szybciej sterroryzować heteroseksualną większość, w innych wciąż z nią walczą. A walkę tę z pewnością przyspieszy coraz większy wpływ homoseksualistów na instytucje międzynarodowe, w tym ONZ. Organizacja ta już bowiem jest w kręgu oddziaływania homoterrorystów, którzy walczą o uznanie, że tylko ich sposób życia jest godny promowania. ONZ coraz aktywniej walczy o realizację postulatów środowisk homoseksualnych, wydając apele wspierające homoseksualistów, zachęcając ich m.in. w Meksyku do adoptowania dzieci, prowadząc prace nad zakazaniem protestowania przeciwko mniejszościom seksualnym, blokując inicjatywy związane z wstrzemięźliwością seksualną, czy pracując nad wprowadzeniem odpowiedzialności karnej krajów członkowskich za "przejawy dyskryminacji homoseksualizmu". Postępy w homoizacji świata przez ONZ będą rosły geometrycznie wraz z przyjmowaniem kolejnych organizacji homoseksualnych do grona współtwórców linii politycznej Narodów Zjednoczonych. A coraz większe sukcesy homoseksualistów zachęcą inne grupy seksualnych wykolejeńców. Wraz ze zdobyciem kolejnego bastionu przez homolobby rośnie obawa, że na tę samą, co oni, drogę wyruszą pedofile, zoofile czy nekrofile. To dopiero będzie sprawdzian tolerancji dla postępowego świata.

Stanisław Żaryn

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »