Jeszcze do niedawna wyrażenie „komedia familijna” większości z nas zwykło kojarzyć się z ciepłym, „chwytającym za serce”, często nieco przerysowanym obrazem prawdziwie rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia, jakim karmi nas popkultura. Dziś powinniśmy naszą definicję „komedii familijnej” na zawsze odłożyć do lamusa. Na ekrany polskich kin studyjnych wchodzi bowiem film „Śniadanie ze Scotem” w reżyserii Lauriego Lynda.
Nie byłoby w tym nic niezwykłego, bowiem okres przedświąteczny zwykł obfitować w różnego rodzaju pop-kulturalne głosy na temat Bożego Narodzenia. „Śniadanie ze Scottem” jednak mocno odbiega od tego, co do tej pory mieliśmy okazję obejrzeć: jest to film mocno odcinający się od wizji tradycyjnej, znanej nam wszystkim rodziny. Opowiada on historię niedawno osieroconego chłopca, nad którym opiekę przyznano dwóm mężczyznom żyjącym w związku homoseksualnym.
Jak stwierdziła w wywiadzie dla „New York Times” Bernadette Mansur, rzecznik prasowy NHL: - Z naszego punktu widzenia jest to historia opowiadająca o losach nowoczesnej rodziny [podkr. - mb'/>, która radzi sobie, jak umie, aby wychować młodego chłopca. Naszą intencją nie było przygotowanie jakiegoś politycznego manifestu i będziemy trzymać się tej decyzji przez cały czas.
Warto zastanowić się nad recepcją filmu w Polsce - czy wprowadzenie go do kin w przededniu Świąt Bożego Narodzenia nie jest pewnego rodzaju politycznym manifestem? Czy dwóch mężczyzn, którym przyznano opiekę nad małoletnim, to naprawdę nowoczesna rodzina? Wreszcie - kto stanowi grupę docelową odbiorców tego obrazu, zważywszy na to, że film nie jest obficie reklamowany w mediach?
Wyłączny patronat medialny nad filmem objęło radio TOK FM, informacje na temat filmu trudno natomiast znaleźć poza stronami społeczności zrzeszających homoseksualistów.
Szanownej Publiczności - pod rozwagę.
Małgorzata Bełzowska
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

