„Celem Dnia Milczenia jest podnoszenie świadomości na temat problemów, z jakimi borykają się osoby LGBT oraz dążenie do tworzenia bezpiecznego środowiska, w którym orientacja seksualna i tożsamość płciowa nie są piętnowane, a każda osoba może czuć się bezpieczna i szanowana w swojej rodzinie, szkole czy miejscu pracy bez konieczności życia w ukryciu.”- utrzymują środowiska gejowskie. SLD ma dzisiaj złożyć w Sejmie projekt ustawy o związkach partnerskich, który powstał we współpracy z KPH. Jak w rzeczywistości wygląda „podnoszenie świadomości”?  Niemal codziennie informujemy o postępach gejowskiej rewolucji w bardziej „rozwiniętych” demokracjach i czytelnicy portalu wiedzą do jakich absurdów doprowadził „tolerancjonizm”. Pozwolę więc sobie podać przykład  działań „zastraszonych i żyjących w ukryciu” homoseksualistów funkcjonujących w stolicy Warmii i Mazur.

 

Mój ukochany Olsztyn jest miastem, które ma niebywałe szczęście w dawaniu Polsce genialnych ludzi polityki. Z Olsztyna pochodzi tak wybitny poseł jak Tadeusz Iwiński, kochany i kochający mocno swoje podwładne samorządowiec Casanova Czesław Małkowski  czy ikona walki z polskim ciemnogrodem i faszyzmem, wojownik nie bojący się walczyć z „psami” ( różowe HWDP sprzedawałyby się super!) i prześladowany opozycjonista klerykalnego reżimu - Robert Biedroń. Musiała więc w stolicy Warmii i Mazur pojawić się Kampania Przeciw Homofobii. A jakże! Po tym jak nie udało się jej członkom przeforsować (autor tego tekstu przyzna się bez bicia, że przy jego  skromnym udziale) wraz z feministkami, socjalistami, ekologami i innymi lewakami „Europejskiej Karty Równości Kobiet i Mężczyzn w Środowisku Lokalnym”, która przewidywała parytety w przetargach miejskich (sic!), lewicowe amazonki i różowa armia pod przewodnictwem tęczowego Sarumana, wzięły się za naprawianie innych dziedzin życia.


Na lokalnym, niszowym portalu studenckim „Strefa UWM”, jedna ze studentek napisała tekst, w którym wyraziła swój sprzeciw wobec działań gejowskich aktywistów. „Nie od dziś, homoseksualiści na siłę próbują przekonać do swojej inności, która, rzecz jasna, wzbudza kontrowersję. Inności?! Dokładnie tak.” – pisze studentka Kinga Barma. „Homoseksualiści nie mają (i mam nadzieję, nigdy nie będą mieli) takich samych praw jak hetero. Zaczynają więc 'obnażać' się ze swoją innością, starają się przekonać ludzi chociażby do tego, że gdy facet całuje się z facetem, jest to normalne. Co może budzić sprzeciw? Sam fakt upubliczniania tego typu zachowań. Pojawia się krytyka, w odwecie pretensje i zarzuty, po czym 'polemika' zaczyna się od nowa.” –zauważa blogerka. Dalej autorka pisze, że nie godzi się na adopcję dzieci przez homoseksualistów i nie podobają się jej postulaty środowisk gejowskich.

 

Tekst przeszedłby pewnie bez echa, gdyby nie czujne oko wielkiego brata czyli lokalnej wkładki do „Gazety Wyborczej”, która opublikowała artykuł o granicach wolności słowa pytając czy takie teksty mogę się pojawiać na portalu używającym nazwy UWM. Nawet  eksperci w GW uspokajali, że mamy wolność słowa i nie można zabraniać pisania takich tekstów.  Redaktor portalu przekonywał, że portal nie jest homofobiczny ani powiązany w żaden sposób z Uniwersytetem Warmińsko- Mazurskim w Olsztynie.  Jednak tekst w Wyborczej nie pojawił się bez powodu. Na drugi dzień odezwali się tęczowi marines z KPH, którzy wysłali list do rektora UWM.

 

„Z coraz większym niepokojem obserwujemy publikacje zamieszczane w portalu StrefaUWM.pl oraz na stronie tego portalu w serwisie Facebook. Tematy stanowiące źródło ideologicznych sporów, takie jak aborcja, prawa osób nieheteroseksualnych, równouprawnienie kobiet i mężczyzn oraz inne, przedstawiane są przez autorów portalu w sposób urągający etyce dziennikarskiej, bez poszanowania zasady obiektywizmu, wiele z nich jest na niezwykle niskim poziomie merytorycznym.” KPH nie spodobały się takie stwierdzenia zawarte w tekście studentki jak: „publiczne prezentowanie popędu”. Te stwierdzenie naruszają podobno godność gejów.  Jednak nie tylko takie stwierdzenie są już „mową nienawiści”. Otóż według KPH na portalu studenckim nie powinno się również pisać o…katastrofie smoleńskiej. „Homofobia, dzielenie społeczeństwa na lepszych i gorszych, seksizm, propagowanie niesprawdzonych tez dotyczących katastrofy w Smoleńsku - czy poglądy tego rodzaju powinny gościć na portalu studenckim?”- piszą w liście do rektora gejowscy działacze, którym na dodatek nie podoba się, że portal publikuje teksty antyaborcyjne. To, że środowiska lewackie domagają się legalizacji zabijania większej ilości dzieci nienarodzonych wiemy od dawna. Jednak nie byliście chyba Państwo świadomi, że również pisanie o Smoleńsku może być wymienione w jednym ciągu z homofobią.

 

Nie wiem ilu gejów zginęło w Smoleńsku. Według obliczeń KPH pewnie 9 lub 10. No może więcej. W końcu nasze społeczeństwo składa się również z krypto gejów i większości tych co marzą o seksie z osobą tej samej płci ,jak wnioskował Alfred Kinsley.  W końcu jakiś związek katastrofa w Smoleńsku z homofobią mieć musi skoro propagowanie niesprawdzonych tez dotyczących tej katastrofy jest zestawiane w jednym ciągu pretensji z homofobią.  A może chodzi o to, że Lech Kaczyński w swoim spocie pokazał dwóch gejów na ślubnym kobiercu…

 

Nie tylko Warszawa i Kraków musi się mierzyć z nowymi  kapłanami postępu i I sekretarzami partii , nowego, przodującego ustroju. ktory kroczy do nas niczym Freddie Mercury w koronie na Wembley. Atak następuje również od północy drodzy czytelnicy.  Na razie Olsztyn trzyma się mocno, ale co będzie jak na różowej lufie wjedzie do nas sam Robert Biedroń?

 

Przypadek nagonki na studencki portal, który miał czelność opublikować blog, na którym autorka wyrażała poglądy większości ludzi żyjących na naszym globie pokazuje, że problem kneblowania ust większości przez krzykliwą mniejszość nie jest już tylko problemem krajów zachodnich.  On dotyka już nawet mieszkańców średniej wielkości miasta w Polsce. Potwierdza to zresztą poseł PO, Robert Węgrzyn, którego wypowiedź o lesbijkach i gejach była żenująca, ale spotkała go za nią niewspółmierna kara. Jeżeli  ylko ze względu na  głupi żart, zostanie on wykluczony z polityki to znaczy, że z naszą wolnością jest coś nie tak. A ludzie, którzy nie bronią swojej wolności za wszelką cenę, po prostu na nią nie zasługują. I mówił to nie żaden konserwatywny oszołom a liberał Tomasz Jefferson.   „Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć” pisał George Orwell wiele lat temu. Szkoda, że jego słowa są aktualne w XXI wieku.

 

Na szczęście rektor UWM prof. Józef Górniewicz nie dał się złamać reżimowi poprawności politycznej i powiedział, że nie zamierza cenzurować żadnych treśc na portalu. "Miałem to szczęście w życiu, że byłem rzadko cenzurowany. Trochę w okresie poprzednim, ale od co najmniej dwudziestu jeden lat żyjemy w wolnym kraju i nie musimy niczego cenzurować" -powiedział rektor. Obawiam się jednak, że cenzura będzie ścigała teraz rektora UWM. Za taką kontrrewolucyjną działalność kara jest jedna. Nie można zapominać, że „na kontrrewolucyjną działalność pod taką czy inną formą i postacią, na opluwanie partii, na opluwanie postępu ONI nie pozwolą!”


Łukasz Adamski