W tym roku frekwencja nie wypaliła. Jeden z transparentów informował: „statystycznie jest nas w Krakowie 45 tysięcy”, organizatorzy nastawiali się na 2000 osób, a przyszło ich jedynie około 300.

Z przekazu manifestantów można było dowiedzieć się m.in., że "Muminki napisała lesbijka", "bez pedałów nie ma rowerów" a także poznać wyznania bardziej osobiste: „Byłam "bi", zanim to stało się modne”.

W nazwie marszu „równość” zastąpiła „tolerancję”, którą organizatorzy uznali za niewystarczającą i niepozbawioną wydźwięku negatywnego. Głównym postulatem demonstrantów było wprowadzenie „rozwiązań prawnych zapewniających parom jednopłciowym takie same prawa, jakie mają pary heteroseksualne”. Żądano też bezpłatnych operacji dla „osób transpłciowych”.

Blisko Wawelu na demonstrantów zasadziła się grupa Wszechpolaków i członków Narodowego Odrodzenia Polski. Konfrontacja ograniczyła się do jajek, petard i okrzyków („Precz z sodomią”), gdyż na więcej nie pozwoliły licznie reprezentowane, wyposażone w psy, siły policyjne.

MJ/Rp.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »