Organizatorzy zapowiadali 15 tys. uczestników. Ile przyjechało? Nieco ponad 5 tys., ale homo-aktywistom i tak to nie przeszkadza. Rozstawili w duńskiej stolicy specjalne homo-olimpijskie "miasteczka" i promują "tolerancję", a ceremonię otwarcia zmienili w kolejną paradę "równości".
- Chcemy, by było to święto i sygnał dla reszty świata, że to tolerancyjne miasto, z którego jesteśmy dumni – mówi brytyjskiemu dziennikowi "The Guardian" szef przedsięwzięcia, Uffe Elbæk.
Działacz nie ukrywa, że jest zawiedziony brakiem poparcia dla całego przedsięwzięcia miejscowych polityków. Władze bowiem rzeczywiście nie pojawiły się na ceremonii otwarcia, co szybko wykorzystała lewacka prasa.
Liberalny pro-gejowska gazeta "Politiken" w artykule odredakcyjnym domaga się powołania ministra ds. homoseksualistów. - To żenujące, że mamy władze, które boją się wyjść z szafy – komentuje pismo na pierwszej stronie.
Bo przecież, jak podkreśla Elbæk, chodzi tu o coś więcej niż sport. To nawet więcej niż demonstracja "tolerancji". Homo-igrzyska mają być, jak mówi organizator, wydarzeniem globalnym. Mają przekazać światu wiadomość, że homoseksualiści są dyskryminowani. - Chcemy uczynić to priorytetem i położyć nacisk na prawa człowieka – podkreśla Elbæk.
AJ/Guardian.co.uk
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »




