- Czy miałbyś coś przeciwko temu, by wysokie stanowisko w administracji publicznej, np. ministra lub premiera, piastował gej lub lesbijka, którzy publicznie przyznają się do swojej orientacji? - brzmiało pytanie Gemiusa.
Tylko niecała jedna trzecia respondentów odpowiedziała przecząco. 61 proc. nie ma nic przeciwko temu, by ważne funkcje w administracji publicznej pełnili zadeklarowani homoseksualiści. Czy oznacza to, że Polacy robią się coraz bardziej "postępowi"? Niekoniecznie.
- Polacy powoli uczą się odróżniać sferę prywatną od publicznej - komentuje w "Newsweeku" dr Sławomir Sowiński, socjolog kultury z UKSW. Dodaje jednak, że deklarowana w sondażach tolerancja nie przekłada się na głosowania. Tak naprawdę wciąż największe szanse na elekcję ma polityk, który jest heteroseksualistą i posiada rodzinę.
Częściowo podobnie uważa także Robert Biedroń, współzałożyciel Kampanii przeciw Homofobii. - Gdyby Polacy rzeczywiście nie mieli nic przeciwko homoseksualistom na wysokich stanowiskach, to zasiadający dziś w Sejmie geje nie musieliby się ukrywać – mówi tygodnikowi. Dodaje jednak, że zmiana jest tylko kwestią czasu.
AJ/Newsweek.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

