- Dyskurs obrońców praw homoseksualistów stał się zaskakująco konserwatywny. I właśnie dlatego zaczęli oni odnosić sukcesy – stwierdza w rozmowie z "Dziennikiem" Wendy Brown, politolog kalifornijskiego uniwersytetu w Berkeley.
Jej zdaniem, koncentrowanie się homoseksualistów na małżeństwie zadziałało dwojako: zmieniło sam ruch polityczny na rzecz praw homoseksualistów , oraz postrzeganie go przez amerykańskie społeczeństwo. Nastąpiło "udomowienie" postulatów.
- Mówiąc o "udomowieniu", mam na myśli przejście od wyzwań rzucanych "heteronormatywności" czy małżeństwu, do zabiegów mających na celu włączenie w obyczajowy główny nurt. Wszystko to uczyniło małżeństwa osób tej samej płci łatwiejszymi do przełknięcia również dla tych, którzy jeszcze 10 lat temu uważali je za coś absolutnie nie do przyjęcia – wyjaśnia Brown.
Jak do tego doszło? Politolog nie ma wątpliwości. - Homoseksualiści zaczęli pojawiać się w amerykańskich mediach z niespotykaną do tej pory częstotliwością. Dzięki temu homoseksualizm został oswojony, przestał być zjawiskiem, z którym większość osób nie ma do czynienia, utożsamianym wyłącznie z miejskim stylem życia – mówi Amerykanka.
Dodaje również, że w Stanach Zjednoczonych jedną z najważniejszych przyczyn, dla której walka o "małżeństwa" osób tej samej płci jest tak zacięta, jest fakt, że opieka zdrowotna i ulgi podatkowe dotyczą rodzin. Przez ostatnie 25 lat wartości prorodzinne były szeroko promowane w polityce. Obecnie każda partia umieszcza je wysoko na liście programowej. Mówienie o rodzinie jest więc poprawne politycznie i dobrze odbierane. - Twierdzenie, że homoseksualiści chcą mieć stabilne związki i rodziny, dobrze wpisuje się w polityczny główny nurt – zauważa Brown.
AJ/Dz
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »




