- Homeopatia stoi w sprzeczności z całą wiedzą, jaką w ciągu ostatnich stu kilkudziesięciu lat pozyskaliśmy na temat biologii i funkcjonowania ciała człowieka. A wiara w środki homeopatyczne może być niebezpieczna dla zdrowia - czytamy w tekście "Kaczka homeopatyczna". Tytuł jest nieprzypadkowy - wątroba i serce dzikiej kaczki są używane do produkcji jednego z preparatów leczniczych, jednak końcowy produkt jest tak bardzo rozcieńczony, że statystycznie tylko jedna na 10 tysięcy porcji leku zawiera substancję leczniczą. Rozcieńczanie to dogmat homeopatii - dzięki niemu "leki" mają jakoby zachowywać swoje właściwości nie powodując skutków ubocznych. Rewelacje o rzekomej "pamięci wody", która ma zmieniać się pod wpływem kontaktu z aktywnymi składnikami leku głosił w 2003 r. prof. Louis Rey na łamach czasopisma "Physica A". Środki masowego przekazu milczą o jakichkolwiek późniejszych dokonaniach uczonego, nie opublikował on też odpowiedzi na krytykę "pamięci wody".
W przypadku homeopatii, trudno mówić o nauce, a raczej o filozofii. "Homeopatia jest terapią systemową – środki, jakimi się posługuje, nie działają bezpośrednio na przyczyny (np. bakterie, wirusy, toksyny), ale w specyficzny sposób pobudzają mechanizmy regulacyjne i układ odpornościowy organizmu" – napisał niedawno na łamach "Homeopatii praktycznej" prof. Marcin Molski z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Według polskiego naukowca leczenie "polega na wspomaganiu organizmu w przywracaniu stanu równowagi."
Przy tych założeniach trudno więc podawać środki homeopatyczne komuś, kto cierpi na poważną chorobę. Homeopatia nie zajmuje się bowiem rzeczywistymi ich przyczynami. Stoi więc w sprzeczności z całą wiedzą, jaką w ciągu ostatnich stu kilkudziesięciu lat pozyskaliśmy na temat biologii i funkcjonowania ciała człowieka. Na temat bakterii, wirusów, czynników chorobotwórczych - czytamy w "Rzeczypospolitej".
Leki homeopatyczne, od 40 lat nierejestrowane w USA, cieszą się sporą popularnością w Europie, także w Polsce. Zalecają je pacjentom nawet niektórzy lekarze. Jeśli taki medykament zażyje osoba przeziębiona, szkody będą niewielkie. Gorzej, jeśli zastępuje terapię osoby poważnie chorej.
Jak czytamy, najwięcej takich dramatów obserwują onkolodzy, kiedy chorzy przerywają chemioterapię i udają się na leczenie do homeopaty. - Firmom produkującym specyfiki homeopatyczne udała się rzecz niebywała: wciskają ludziom ładnie opakowane placebo, wmawiając, że ono działa. A niektórzy pacjenci, widząc kolorowy, poważnie wyglądający kartonik, tak bardzo chcą wierzyć w uzdrawiającą moc zawartego w nim specyfiku, że zdrowieją. Nie od dziś jednak wiadomo, ze autosugestia ma wielką siłę - czytamy w komentarzu.
Rynek tych medykamentów ma wielką wartość. Nic więc dziwnego, że producenci środków homeopatycznych starają się zamykać usta swoim krytykom. Na szczęście, Polacy w tej dziedzinie cieszą się dużą wolnością słowa. W marcu 2008 r. Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił wniosek przedstawiciela branży medycznej przeciw lekarzowi, który na łamach magazynu "Służba Zdrowia" opublikował artykuł o skuteczności takich "leków" - czytamy w "Rzeczpospolitej".
JTB/Rz
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

