Komentując wyniki wyborów we Francji należy uwzględnić trzy płaszczyzny. Po pierwsze, jaką politykę wewnętrzną będzie prowadził nowy prezydent. To ważne dlatego, że prezydent Francji ma bardzo duże uprawnienia, nawet większe niż prezydent Stanów Zjednoczonych. Jego poglądy, będą bardzo rzutowały na wiele innych płaszczyzn. Pytanie tylko, czy Hollande będzie chciał realizować swój program. Czy to, co zgłaszał podczas kampanii wyborczej było tylko propozycjami, aby zdobyć jak najszersze poparcie, czy jednak część z tych zapowiedzi będzie realizowana?

 

Następna płaszczyzna odnosi się do kwestii europejskich i ewentualnych konsekwencji dla Polski. W tej pierwszej kwestii – jeśli Hollande będzie chciał wprowadzić wiele swoich lewicowych czy wręcz lewackich propozycji, to będzie to rzutować na sytuację nie tylko we Francji, ale może rozlać się także na Europę i mieć konsekwencje na skalę europejską. Być może okaże się, że wiele jego kontrowersyjnych, radykalnych koncepcji, stricte lewicowych było tylko podyktowane chęcią przejęcia największego elektoratu i w konfrontacji z rzeczywistością Hollande nie będzie chciał ich wprowadzać.

 

Kolejna kwestia to zapowiedzi zmiany geopolityki europejskiej. Hollande zapowiada, że chciałby przedyskutować czy wręcz jeszcze raz wynegocjować pakt fiskalny. Z polskiego punktu widzenia to dość ciekawa propozycja, ponieważ pakt fiskalny z jednej strony nakładał pewną dyscyplinę na budżety państw europejskich, ale z drugiej strony zapowiadał też kontrolę tych budżetów. Poza oszczędnością nie przewidywał żadnej innej formuły jak stymulować gospodarkę. Hollande zapowiada, że chciałby dołączyć do tego paktu zapisy, które zmierzałyby do stymulowania wzrostu gospodarczego. Są to oczywiście ciekawe pomysły, którym warto się przyjrzeć.

 

Pojawia się jednak pytanie, jak to będzie rzutować na układ sił w Europie. Czy Holland w dalszym ciągu tak, jak Sarkozy będzie jednoznacznie grał w tandemie z Angelą Merkel, czy np. dla zrealizowania części swoich pomysłów europejskich będzie poszukiwał innych partnerów, koalicjantów. Tu się rodzi pewien margines swobody dla Polski. W tej nowej sytuacji francuskiej również Niemcy będą musiały rozszerzyć swoje poszukiwania o nowych sojuszników i innymi argumentami przekonać ich do popierania niemieckiej koncepcji.

 

Jest to zatem pewna szansa dla polskiego rządu, dyplomacji, aby wywalczyć sobie nową, lepszą pozycję w Europie. Premier Tusk zapowiadał kiedyś, że chciałby, by Polska była przy stole, a nie w karcie dań. Taką szansę rodzi w tej chwili dojście do władzy Hollande'a. Nie jestem natomiast pewny, czy nasza dyplomacja, która już wiele lat temu całkowicie podporządkowała się Berlinowi, podpisując swoisty cyrograf współpracy, będzie chciała podjąć taką grę dyplomatyczną. Czy nasza dyplomacja ma jakiekolwiek atuty, żeby zostać uwzględniona przez Francję i Niemcy, by zyskać nową rolę w Europie. Staliśmy się bowiem krajem, który posprzeczał się mocno nawet we własnym regionie, mamy przecież casus relacji z Litwą. Pojawia się więc pytanie, czy Polska będzie chciała i potrafiła z tej szansy skorzystać.

 

Not. eMBe