Zbigniew Hołdys to człowiek o wielu obliczach. Niestety, to najszlachetniejsze - muzyka i kompozytora, dawno odeszło do historii. Teraz jego głównym źródłem zarobków jest prawdopodobnie pisanie do tygodnika „Newsweek Polska”, do którego ściągnął go w 2012 roku redaktor naczelny Tomasz Lis.

Tego lata Hołdys udzielał się w wyjazdach pod hasłem „Tour de Konstytucja” obok takich „gwiazdorów” nadzwyczajnej kasty jak Tuleja, Żurek, Juszczyszyn czy Bodnar. Regularnie zamieszczał na FB relacje z kolejnych spotkań w Polsce pomijając informacje o małym zainteresowaniu ludzi tą hucpą. Niestety, w staraniach o stanowisko czołowego aktywisty totalnej opozycji nie mógł powstrzymać się od chamstwa i wulgarności.

W swoich komentarzach nie kryje się z pogardą wobec wyborców PiS-u. Np. 26 czerwca br. napisał: „Ktoś z moich bliskich sprowokował mnie do wysłuchania i obejrzenia krystalicznie czystej szmiry "Dziwny jest ten świat" w czyimś wykonaniu. Dramat. Czesław pewnie zwiał jeszcze dalej. Ale może ludowi nowej generacji się spodoba, bo dziwny to lud…”.

Kilka dni wcześniej dostało się posłom: „Nie mamy Sejmu. Mamy jakąś chlewną corridę, gdzie stada tępych wyrobników na rozkaz wstają, siadają, rechoczą, klaszczą na wieść o czyjejś śmierci, buczą i głosują jak kukiełki, nie używając mózgów. I są najnędzniejszymi kłamcami na świecie.”

 

22 czerwca w jednozdaniowym wpisem objawił swoje zaburzenia emocjonalne: „Zeus Gromowładny się do mnie przypierdolił”. Ale to drobiazg, gdyż 30 czerwca zamieścił filmik przedstawiający oddającego kał psa i opatrzył go takim komentarzem: „U nas na wsi psy stemplują pozwolenie na użytkowanie budynków”. Sądząc po komentarzach, wyznawcy totalnej opozycji byli zachwyceni. Czyżby widok tego strającego psa był symbolem opozycji oraz jej stosunku do Polski i Polaków?

W miniony piątek Hołdys zamieścił kolejny błyskotliwy wpis: „Słowo „kurwa” w ustach polskich sportowców na Igrzyskach nie jest przekleństwem – jest zaklęciem. Magiczne słowo. Uwielbiam”. Pozostawię te słowa bez komentarza.

 

Dotarł do nas filmik nagrany przez kobietę, która przyszła na jedno ze spotkań z cyklu „Tour de Konstytucja”. Na nim w rozmowie z kilkoma osobami Hołdys stwierdza, że „Newsweek” jest gazetą, która ma przynosić dochód, więc gdyby była kasa tygodnik mógłby zamieszczać nawet pornografię. Nieważna jest linia polityczna, lecz fakt, czy to się sprzedaje. Przyznaje, że testował możliwości ataku na PiS pisząc „takie bardziej podskakujące teksty”. Zarazem tłumaczy, że dla niego i Tomasza Lisa atakowanie PiS-u to jest misja. Jest mu bardzo wdzięczny, że kilka razy „jak Rejtan” go ratował, bo bez jego wsparcia by już nie pisał.

Natomiast „dla nich”, czyli wydawców „Newsweeka”, jeśli ta misja nie będzie się sprzedawała, „to won dawaj zmieniamy”. I jako przykład takiej zdrady podaje Polsat, który już „jest propisowski”.

Zapytany, czy nie mógłby pisać o muzyce, Hołdys odparł, że od na 500 napisanych felietonów może 10 poświęcił muzyce. Ale wydawca robi różne sondaże, sprawdzana jest poczytność takich tekstów i nie ma zapotrzebowania na tematy muzyczne.

 

Podsumowując można stwierdzić, że amerykańsko-niemieckie wydawnictwo Axel Springer, poprzez tygodnik „Newsweek Polska”, jest tubą propagandową totalnej opozycji i stara się jak najmocniej atakować wybrane demokratycznie władze. Nawet nikt w tym towarzystwie nie zająknie się o obiektywizmie, uczciwości dziennikarskiej, czy kulturze politycznej. A czy ktoś sobie wyobraża, żeby jakieś polskie wydawnictwo wydawało gazetę w Niemczech, Francji, czy na Węgrzech i tam testowało, jak bardzo można atakować demokratycznie wybrany rząd? Takie praktyki możliwe są tylko w Polsce.

P.J.Z.