W 1944 roku dziewiętnastoletni żołnierz Wehrmachtu sprzedał w Krakowie swój pistolet. Okazało się jednak, że nabywcą został agent Gestapo i żołnierz wyrokiem sądu wojskowego został skazany na śmierć. Sądy Wehrmachtu nie miały wątpliwości, że żołnierz sprzedający swoją broń wrogowi jest zdrajcą i zasługuje na śmierć.

Podobnymi przypadkami z okresy II wojny światowej po kilkudziesięciu latach sprawą zajął się Bundestag. W przyjętej we wtorek ustawie uznaje on, że tego typu wyroki za szeroko pojętą "zdradę" były sprzeczne z prawem.

– Ustawa Bundestagu nie jest niczym innym jak symbolicznym gestem bez praktycznego znaczenia – wyjaśnia historyk wojskowości, Rolf-Dieter Müller. Zwolennicy ustawy przekonywali natomiast, że "hitlerowski wymiar sprawiedliwości był częścią aparatu ucisku", dlatego wydane przez niego wyroki za zdradę po prostu trzeba unieważnić.

Władze dzisiejszych Niemiec zupełnie inaczej postrzegają żołnierzy, którzy przez hitlerowskie sądy wojskowe skazani zostali na śmierć za zdradę, nazywając ich bohaterami. W Kolonii odsłonięto niedawno pierwszy w Niemczech pomnik im poświęcony. - Pamięci tych, którzy odmówili strzelania do żołnierzy, zabijania ludzi... wykazali się odwagą cywilną, kiedy większość milczała – głosi dedykacja na monumencie.

 

MM/Rzeczpospolita

 

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »