Kilka tygodni temu pisałam na Fronda.pl o wspólnym zdjęciu ks. Adama Bonieckiego i Adama Darskiego. Fotografia została wykonana przy okazji krakowskich targów książki, podczas których Nergal obdarował duchownego swoją biografią „Spowiedź heretyka”. Pojawiły się wtedy bardzo ostre komentarze, m.in. Wojciecha Cejrowskiego, który uznał, że redaktorowi naczelnemu „Tygodnika Powszechnego” należy się ekskomunika. Podobną opinię zaprezentował zresztą o. Aleksander Posacki SJ. Szczerze mówiąc, nie podzielałam wtedy tak radyklanych rozwiązań. Oczywiście, nie twierdzę, że wspólne fotografowanie się duchownego z kimś, kto publicznie drze Pismo święte i woła: „chwała mordercom Wojciecha!” to najlepszy pomysł. Byłam jednak bliższa opinii mojego redakcyjnego kolegi Łukasza Adamskiego, który stwierdził, że tamtą sytuację można było wykorzystać do próby ewangelizacji „jasełkowego satanisty”. Obowiązkiem chrześcijan jest przecież upominanie grzeszących, a także odpowiednia postawa (pełna miłosierdzia, co oczywiście szalenie trudne) względem wrogów.
Dziś, po lekturze wywiadu, jakiego ks. Boniecki udzielił dziennikowi „Polska The Times” straciłam wszelkie złudzenia, że kapłan ma jakikolwiek plan ewangelizowania Darskiego. Z jego słów na temat Nergala możemy wręcz wyczytać niesamowity zachwyt tą postacią. „Adam Darski to człowiek inteligentny, szalenie zaangażowany w swoją działalność artystyczną. I w mojej ocenie, w jego hierarchii wartości te czynniki są bardzo wysoko postawione” - stwierdził duchowny. Ad aburdum, coś podobnego można by przecież powiedzieć o takich zbrodniarzach, jak Hitler czy Stalin, którzy przecież także w jakiś sposób byli ludźmi inteligentnymi i szalenie zaangażowanymi w swoją działalność. No może nie artystyczną, ale ludobójczą, ale to przecież drobna różnica...
Specjalnie używam tak ostrego porównania, bo przecież kwestia zbawienia człowieka to sprawa życia i śmierci. I to wiecznego! I nie chodzi tylko o jedną duszę zagubionego Nergala. Nie chodzi nawet o dusze dziesiątek tysięcy jego fanów, którzy dają się zwieść jego postawie. Chodzi o dziesiątki tysięcy tych wszystkich, których swoją poastawą na manowce wiedzie właśnie ks. Boniecki przedstawiając Nergala w jak najlepszym świetle. Oczywiście, wcale nie chodzi mi o to, by duchowny spalił Darskiego na świętym stosie inkwizycji. Każdemu, nawet grzeszącemu człowiekowi należy się szacunek. Ale także każdemu należy oddać sprawiedliwość. I tu należałoby jasno powiedzieć, że to co, publicznie robi lider Behemotha jest złe, a nie mydlić ludziom oczy jego artystycznym zaangażowaniem, czy inteligencją.
„Dlatego jego zdjęcie z Nergalem uważam za cenne, wręcz symboliczne: bo to znaczy, są księża, którzy nie osądzają, nie potępiają i nie odwracają się na pięcie od tzw. "wrogich sił". Właśnie dzięki takim gestom Kościół przebija się do ludzi wątpiących, których jest coraz więcej” - zachwycała się kilka dni temu Katarzyna Wiśniewska z „Wyborczej”. „Ks. Kowalczyk powinien więc być wdzięczny ks. Bonieckiemu, że robi coś czego większość polskich duchownych robić niestety nie potrafi” - pisała.
Teraz już wiadomo, dlaczego „Wyborcza” tak się cieszy z ks. Bonieckiego, który „robi coś, czego większość polskich duchownych robić niestety nie potrafi” (co ciekawe, także portal Deon.pl piórem Anny Sosnowskiej zabrał w tej sprawie głos, zresztą bardzo zbliżony do stanowiska „Wyborczej”). Rzeczywiście, mało który duchowny tak, jak ks. Boniecki potrafi pod płaszczykiem wypaczonej otwartości Kościoła sprowadzać ludzi na manowce. Bo co do tego, że takie właśnie będą efekty wywiadu, takiego jak ten w „Polsce”, nie mam żadnych wątpliwości. „Roztropność, do której zachęcał nas Mistrz z Nazaretu, każe przypuszczać, że specyficzna „otwartość” ks. Bonieckiego na satanistę sprawi jedynie to, że więcej małolatów (i nie tylko) dojdzie do wniosku, iż Nergal jest spoko, Boniecki jest spoko, pozdrowienie „Heil satan” jest spoko, a także darcie Biblii może być spoko. Niech nas Bóg broni od tego rodzaju nowej ewangelizacji!” - pisał kilka dni temu w „Gościu Niedzielnym” ks. Dariusz Kowalczyk SJ. I trudno się z nim nie zgodzić.
Marta Brzezińska
