Rok po tym, jak Morinowi i pracownikom jego kliniki postawiono oskarżenia o przeprowadzanie nielegalnych, późnych aborcji – nawet w 29 tygodniu ciąży, powrócił do pracy w Colegio Oficial de Médicos de Barcelona (COMB).
Właściciel kilku klinik, nazywany "aborcyjną lokomotywą" i "magnatem", oskarżany o pozbywanie się szczątków abortowanych dzieci przez miażdżenie ich w maszynkach do przemysłowego przerobu mięsa, został zawieszony w wykonywanych obowiązkach i trafił do aresztu w październiku 2007 roku.
Spędził tu jednak zaledwie dwa miesiące. Na początku 2008 roku był już na wolności. Wyszedł za kaucją. Warunek zwolnienia był wtedy taki, że miał nie zbliżać sie do swoich klinik i nie prowadzić praktyki medycznej. Ale warunek to nie wyrok – sprawa toczy się przed sądem, a póki co Morin, powołując się na obowiązuje domniemanie niewinności, wrócił do pracy w COMB.
- Nie został wydany nakaz ograniczenia praktyki – twierdzi przedstawiciel COMB. Argumentuje on również, iż najpierw musi zapaść wyrok i dopiero będzie można zabronić Morinowi wykonywania praktyki lekarskiej.
Wyrok na Morina rzeczywiście jeszcze nie zapadł, ale po rozprawie, na której przyznał się, że dokonywał aborcji u trzynastoletnich dziewczynek i u kobiet w 29 tygodniu ciaży, gdy hiszpańskie prawo zezwala na to najwyżej do 22 tygodnia i to w określonych przypadkach, jako lekarz zciągnął na siebie potężną falę krytyki.
Aborcyjne kliniki Morina masowo przeprowadzały aborcję "ze względu na zły stan zdrowia psychicznego matki". To jeden z przypadków, kiedy legalnie można dokonać aborcji jeszcze w 22 tygodniu ciąży. Z dokumentów, które zresztą przygotowywane były zazwyczaj jeszcze przed zbadaniem pacjentki wynika, że 97 proc. aborcji przeprowadzano właśnie na tej podstawie.
Sygnały, że w klinikach dzieją się makabryczne rzeczy wzbudziły zainteresowanie władz dopiero po tym, jak duńska dziennikarka, której Morin za 4 tys. euro zaoferował aborcję w siódmym miesiącu ciąży, nagrała wszystko ukrytą kamerą.
Morin dał jej do wypełnienia formularz, w którym miała zeznać, że odczuwa psychiczne obciążenie, co byłoby podstawą do stwierdzenia "złego stanu zdrowia psychicznego matki" i legalnej tzw. późnej aborcji. Co w praktyce oznacza taki "zabieg"? Wstrzykuje się truciznę, po czym wywołuje poród – często jeszcze żywego – dziecka.
Po wstępnym śledztwie stwierdzono, że przynajmniej kilkanaście innych osób w klinikach Morina także przeprowadzało nielegalne aborcje. Policja aresztowała m.in. psychologa, który fałszował wyniki badań pacjentek – dokumenty podpisywał często nawet bez rozmowy z nimi.
Kliniki Morina przyciągały wiele kobiet z całej Europy – najczęściej z Francji, Portugalii i Wielkiej Brytanii, gdzie nie przeprowadza się aborcji w tak zaawansowanych ciążach. Kliniki były także znane z promocji aborcji w innych krajach. Skandal wybuchł, gdy wyszło na jaw, że oferują darmowe aborcje na Malcie, gdzie aborcja jest nielegalna.
Zobacz reportaż, który wstrząsnął Hiszpanią (uwaga: 9 min.).
AJ/LifeSiteNews.com
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »




