W oświadczeniu przygotowanym dla prasy niemieccy biskupi przyzwolili na stosowanie pigułek „dzień  po”, tylko wtedy jeśli ich jedynym działaniem jest niedopuszczenie do zapłodnienia. Krytycznie o decyzji swoich niemieckich kolegów wypowiada się biskup Juan Antonio Martínez Camino, sekretarz Konferencji Episkopatu Hiszpanii. Uważa bowiem, że lek taki nie istnieje. – Jeśli istnieje tabletka, której zadaniem jest zapobiegać zapłodnieniu, w przypadku gwałtu, to jest dozwolone, by jemu zapobiegła – powiedział dziennikowi „El Mundo” biskup. – Nie mamy jednakże wiedzy by istniała pigułka „dzień po”, bez efektu aborcyjnego… Gdyby takowa istniała, z pewnością byśmy o tym wiedzieli – dodaje.

W tej sprawie głos w Hiszpanii zabrał także wiodący katolicki lekarz. W wypowiedzi dla Katolickiej Agencji Informacyjnej, powiedział że napisze do biskupów niemieckich by skorygować ich błędny naukowy pogląd na kwestię pigułki „dzień po”. – Zamierzam napisać długi list do Konferencji Episkopatu Niemiec, by rzucić trochę naukowego światła na ten temat. – stwierdził dr Justo Aznar.

Dr Justo, dziekan Instytutu Nauk Biologicznych na Katolickim Uniwersytecie w Valencii powiedział, iż uważa, że działania biskupów niemieckich oparte są na „niewielkiej technicznej ignorancji”.

– Powiedziałbym, że w około połowie przypadków pigułka wykazuje działanie zapobiegające zapłodnieniu, a w połowie działa zapobiegając zagnieżdżeniu – dodaje. – Więc przewiduję, że nie ma możliwości by tabletka, która może ukrócić życie ludzkie mogła być używana po gwałcie i jest to etycznie nieusprawiedliwione.

Opinie biskupa i lekarza pokrywają się z bieżącą naukową wiedzą. Ekspertem w tej dziedzinie (ponad 50 artykułów naukowych nt. pigułki „dzień po”) jest dr James Trussell, którego opinia o konieczności ostrzegania pacjentek przed wczesnoporonnym działaniem pigułki była na stronach Frondy przytaczana. Jako starszy współpracownik Guttmacher Institute, członek narodowego komitetu medycznego w Planned Parrenthood oraz członek zarządu NARAL Pro-Choice America Foundation, znany ze swojego zaangażowania na rzecz promocji tabletki „dzień po”, jest ostatnią osobą, którą można by posądzić o sprzyjanie inicjatywom pro-life.

 

MCC/LSN