Parlament Hiszpanii uchwalił kolejne cięcia i oszczędności budżetowe na sumę 10 mld euro, zwiększając tym samym redukcję deficytu do bezprecedensowego poziomu 37 mld euro. Mniej o 3 mld euro rząd wyda na oświatę, co oznacza zwolnienia wśród nauczycieli oraz wprowadzenie czesnego za studia. Pozostałe 7 mld euro rząd chce zaoszczędzić na służbie zdrowia. Przewidziane jest m.in. wprowadzenie dopłat za leki oraz wyjęcie spod ochrony zdrowotnej obcokrajowców przebywających w Hiszpanii. Ci ostatni będą mogli liczyć na pomoc tylko w sytuacjach nadzwyczajnych, jak ciąża, ciężka choroba lub wypadek. - Kraj borykający się z zadłużeniem i deficytem budżetowym nie może sobie pozwolić na zachowanie tych systemów w obecnym kształcie - uzasadniał cięcia premier Mariano Rajoy. Hiszpania stara się zmniejszyć sięgający 8,5 proc. PKB deficyt budżetowy, jednak cięcia wydatków wtrąciły kraj w recesję i powodują narastanie bezrobocia, które sięga 25 proc., a wśród młodych - ponad 51 procent.

 

Ekonomiści przewidują, że Hiszpania może podzielić los Grecji. Hiszpańskie obligacje dziesięcioletnie osiągają już rentowność na poziomie 6,3 proc., co podnosi koszty obsługi hiszpańskiego długu, sytuując kraj na krawędzi niewypłacalności. Zagrożony jest hiszpański sektor bankowy. Agencja Moody´s obniżyła wczoraj ratingi 16 hiszpańskim bankom, w tym największym - Banco Santander i BBVA. W ostatnich dniach rząd Hiszpanii zmuszony był znacjonalizować bank Bankia w związku z wielomiliardowymi stratami, jakie poniósł on na rynku nieruchomości, co groziło jego bankructwem.



Zmiana politycznego wiatru
Bunt Greków przeciwko polityce cięć budżetowych zmusił tymczasem kraje eurostrefy do weryfikacji szokowej terapii oddłużeniowej. Podczas wideokonferencji przed szczytem G8 przywódcy największych krajów Unii - Francji, Niemiec, Włoch i Wielkiej Brytanii - opowiedzieli się zgodnie za uzupełnieniem polityki oszczędności budżetowych działaniami na rzecz wzrostu gospodarczego w krajach dotkniętych nadmiernym deficytem i długiem. Jest to efekt ofensywy dyplomatycznej prezydenta Francji Francois Hollende´a. Francja, która należy do krajów z nadmiernym zadłużeniem, zabiega o uzupełnienie paktu fiskalnego o instrumenty wsparcia wzrostu. Zawiodła, zdaniem Francuzów, niemiecka metoda zwalczania zadłużenia oparta na pospiesznym redukowaniu deficytów budżetowych, ponieważ jej efektem jest recesja i wzrost zadłużenia w relacji do PKB. - Na szczycie Unii Europejskiej 28-29 czerwca w Brukseli powinno dojść do porozumienia w sprawie europejskiego paktu stabilności i wzrostu - zapowiedział Jean-Marc Ayrault, premier nowego socjalistycznego rządu Francji. - Zbyt długo zwlekaliśmy z pomocą dla Grecji. Trwało to od dwóch lat i jest tylko gorzej - ocenił francuski premier. Odnosząc się do różnicy zdań w sprawie paktu fiskalnego, powiedział, że Francja i Niemcy znalazły się w sytuacji nierównowagi. - A przecież nie chodzi o to, aby jeden podporządkował się drugiemu - przypomniał Ayrault. (...) - pisze Małgorzata Goss.

 

Całość: www.naszdziennik.pl

 

JW/NaszDziennik.pl