"Labour przeżyła długą i poniżającą noc" - pisze poniedziałkowy "Guardian" po tym jak partia Gordona Browna, u władzy od 1997 roku, zdobyła na Wyspach zaledwie 15 proc. głosów. To, że laburzyści przegrają z opozycyjnymi konserwatystami już przed głosowaniem było oczywistością, ale mało kto spodziewał się, że będą dopiero trzecią brytyjską partią w Europarlamencie i że wyprzedzi ich również niechętna unijnym strukturom Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP).

"Daily Telegraph" zauważa, że zwycięstwo konserwatystów jest tym większe, że w wyborach do PE tradycyjnie tracą oni część poparcia na rzecz partii "eurosceptycznych", które zupełnie nie liczą się w wyborach krajowych. Gdy nadchodzi głosowanie do Izby Gmin, elektorat ten masowo popiera wówczas Partię Konserwatywną.

W czasie gdy laburzyści, dodatkowo dotknięci porażką w wyborach lokalnych, zastanawiają się jak ratować przyszłość swojego ugrupowania, niemal jednakowe nastroje panują wśród niemieckich socjaldemokratów. SPD dostała zaledwie 20 proc. głosów - najniższy wynik od lat 30. Po piętach depczą jej dwie inne partie niemieckiej lewicy, a 17-procentowy dystans dzielący socjaldemokratów od chadeckiej CDU-CSU wydaje się nie do odrobienia przed jesiennymi wyborami do parlamentu.

"SPD najniżej w historii" - komentuje portal stern.de. Kierownictwo partii już broni się przed gniewem wewnątrzpartyjnej opozycji. Kandydat na kanclerza i minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier mówił, żeby nie porównywać eurowyborów z głosowaniem do Bundestagu, a lider ugrupowania Franz Muentefering obarczał winą za klęskę "kłopoty z mobilizowaniem elektoratu".

Marnym pocieszeniem dla obu wielkich partii lewicy jest fakt, że w bardzo podobnym stylu przegrały inne socjalistyczne i socjaldemokratyczne ugrupowania - w tym włoska Partia Demokratyczna i francuscy socjaliści. Hiszpańscy socjaliści, którzy przegrali z konserwatystami 38:42 chwalą się wręcz, że to najniższa porażka lewicowego ugrupowania. Jedynym krajem, gdzie lewica odniosła zdecydowane zwycięstwo jest Malta. To najmniej zaludniony kraj UE, który do Brukseli i Strasburga wysyła zaledwie pięciu eurodeputowanych.

PB

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »