Mam świadomość, że to surowa ocena, i że zaraz polecą inwektywy w moją stronę. Trudno jednak inaczej ocenić zawartość dwóch tekstów, w których faktów nie ma żadnych, tak jak brak jakiejkolwiek analizy. Zamiast nich mamy zaś porównania Jarosława Kaczyńskiego do Adolfa Hitlera (to Lis, który mityguje się wprawdzie, że to nie to samo, ale jednak…) i do Władimira Putina (to Michnik, i to bez mitygowania się). A poza tym oczywiście ostrzeżenia przed dyktaturą, przemocą, nacjonalizmem, faszyzmem itd. itp. Wszystko zaś dlatego, że… PiS może dojść do władzy,  a tego obaj panowie boją się, jak diabeł święconej wody.

Oczywiście wolno im się bać. Wolno nawet opisywać swoje lęki, frustracje, problemy. Wolny kraj na to pozwala. Ludzie mogą nawet to czytać (choć to akurat strata czasu, ale każdemu wolno tracić czas na co chce). Innym wolno jednak oceniać. A ocena adekwatna do tego, co zostało napisane jest taka, że… oba teksty są na poziomie szaletu, a ich autorzy są żywym dowodem na to, że histeria nie służy analizie czy publicystyce. Ale w gruncie rzeczy im więcej takich tekstów tym lepiej. One bowiem doskonale pokazują, że obrońcom państwa Platformy brak jakichkolwiek argumentów, że jedyne co im pozostało to… obrzucanie innych szambem i nabzdyczanie się własną inteligenckością, która niestety ze stosowaniem mózgu niewiele ma już wspólnego.

Tomasz P. Terlikowski