Jej zdaniem wiceminister Królikowski winien jest tego, że nie tylko ma poglądy, ale też uważa, że w polityce wolno mu je realizować. - Minister ma jednak na sumieniu coś konkretniejszego niż poglądy: skandaliczne próby. Niegodne, po cichu czynione zabiegi, żeby wszyscy polscy obywatele, niezależnie od swoich przekonań, światopoglądu i wyznawanych wartości musieli żyć tak, jak życzy sobie pan Królikowski i jego koledzy, panowie katoliccy radykałowie: Gowin i reszta. Królikowski jest krytykowany nie za poglądy, ale za to, że wszystkich nas obywateli ma w nosie i maniakalnie stara się nadać kształt ustaw swoim prywatnym, religijnym przekonaniom – oznajmia.
A potem przechodzi do obelg. - Chcę powiedzieć wprost: w mojej opinii Michał Królikowski, podobnie jak wielu innych, do których zaliczam Marka Jurka czy Krystynę Pawłowicz, to fanatyk religijny. Katolicki talib, a nie żaden konserwatysta. Głośno i wyraźnie wprowadzam to rozróżnienie, bo w obronie – nie tyle ministra – co proponowanych przez niego szeregu niepokojących i niedemokratycznych zmian w prawie – występuje coraz więcej mu podobnych fanatyków religijnych (podobne broni podobnego), strojących się w piórka "konserwatystów", "konserwatywnych" profesorów, prawników, filozofów, pisarzy i dziennikarzy – oznajmia.
- Fanatyk religijny, katolicki talib, a konserwatysta to ważne rozróżnienie, które dziś w Polsce rzadko jest dokonywane. Do worka z konserwatystami wrzuca się polityków w rodzaju Tadeusza Mazowieckiego czy Lecha Wałesy, jak radykałów i fanatyków religijnych, takich jak właśnie Marek Jurek czy Michał Królikowski – oznajmia. I dalej wyjaśnia: „fanatyka religijnego, tak jak każdego innego fanatyka, poznajemy przecież właśnie po czynach! Wykształcenie, poziom intelektualny, umysłowy, erudycja, sprawowane funkcje i urzędy, świetny garnitur lub garsonka i wysoka kultura dyskusji nosi i kultura dyskusji, to wszystko nieistotne pozory, wprowadzające w błąd wielu obserwatorów życia publicznego i opinię publiczną”.
I na koniec oznajmia „każdy, kto chce wprowadzić w Polsce prawo oparte na doktrynie katolickiej jest katolickim talibem i fanatykiem religijnym, tak jak talibami nazywamy polityków, wprowadzających prawo państwowe oparte na szariacie w krajach islamskich. Islam czy katolicyzm to w tych tylko przypadkach zaledwie rózne środki do osiągnięcia tego samego celu: nadrzędnej roli religii w życiu państwowym, publicznym i w procesie stanowienia prawa”.
TPT/naTemat.pl
