Podwójną kanonizację niemal wszyscy zachodni komentatorzy (także część z tych, którzy są katolikami) uznała za dowód, że Franciszek chce osłabić znaczenie wyniesienia na ołtarze Jana Pawła II. - On ten proces odziedziczył po poprzedniku i musiał sobie z nim jakoś poradzić – przekonywali komentatorzy francuskiego „Liberation”, a „New York Times” czy inne liberalne media amerykańskie zupełnie wprost sugerowały, że decyzje papieskie mają być znakiem przekierowania uwagi wiernych z „konserwatywnego” Jana Pawła II na „postępowego” Jana XXIII. I pomijając już ten drobiazg, że z analizy życiorysu czy wypowiedzi papieża Roncallego trudno wyprowadzić wniosek o jego postępowości (był to bowiem człowiek niezwykle tradycyjnej pobożności i konserwatywnych poglądów), a z lektury tekstów św. Jana Pawła II trudno wyprowadzić wniosek o jego konserwatyzmie, to trudno też zgodzić się z samą sugestią, że to zestawienie ma być dowodem na papieskie odcięcie się od papieża z Polski. Jest to raczej, i wystarczy wczytać się w króciutką homilię, pokazanie ciągłości Kościoła w duchu Benedyktowej „hermeneutyki ciągłości”, a nie zerwania.
„Św. Jan XXIII i św. Jan Paweł II współpracowali z Duchem Świętym, aby odnowić i dostosować Kościół do jego pierwotnego obrazu, który nadali mu święci w ciągu wieków” – mówił papież Franciszek w homilii. I już choćby tylko te słowa pokazują, że nie ma i nie może być sprzeczności między kolejnymi papieżami. Nie jestem zatem tak, jak to opisując liberalni komentatorzy, że Jan XXIII jest papieżem Soboru, a Jan Paweł II papieżem antysoborowego regresu. Nic bardziej błędnego. Obaj oni są ludźmi, którzy zaangażowali się w prace soborowe, i obaj przyczynili się do jeszcze większego otwarcia ludzi Kościoła na to, co chce nam powiedzieć Duch Święty. Św. Jan Paweł II korygował oczywiście pewne nadużycia, pokazywał prawdziwą treść Soboru i dążył do tego, by dostosowywać Kościół nie do obrazu jaki wymyśliły sobie media, ale do obrazu jaki nadali mu święci.
[koniec_strony]
Trudno w tych słowach nie dostrzec echa wypowiedzi Benedykta XVI (który także była na Placu św. Piotra i był niezwykle serdecznie witany przez Franciszka) o Soborze mediów i Soborze ojców. „...był Sobór ojców, prawdziwy Sobór, ale był też Sobór mediów. Był to niemal osobny Sobór, a świat przez nie postrzegał Sobór, przez środki przekazu. Tak więc tym Soborem, który skutecznie docierał do ludzi był Sobór mediów, a nie Sobór ojców. Podczas gdy Sobór ojców urzeczywistniał się w obrębie wiary, był Soborem wiary poszukującejintellectus, zrozumienia siebie i zrozumienia Bożych znaków w danej chwili, który usiłował odpowiedzieć na wyzwanie Boga w danej chwili i znaleźć w Słowie Bożym słowa na dziś i jutro, podczas gdy cały Sobór – jak powiedziałem – toczył się wokół wiary jako fides quaerens intellectum, to Sobór dziennikarzy nie odbywał się rzecz jasna na gruncie wiary, lecz w kategoriach współczesnych mediów, to znaczy poza wiarą, miał inną hermeneutykę. Była to hermeneutyka polityczna: dla mediów Sobór był walką polityczną, walką o władzę między różnymi prądami w Kościele. Oczywiście media popierały tę stronę, która w ich oczach lepiej odpowiadała ich światu. Byli tacy, którzy dążyli do decentralizacji Kościoła, do przekazania władzy biskupom, a następnie przez słowo „lud Boży”, do przekazania władzy laikatowi. Była to trojaka kwestia: władza papieża przekazana następnie biskupom, i wreszcie wszystkim, powszechna władza ludu. Rzecz jasna oni domagali się, by to właśnie aprobować, promulgować, ułatwiać” - mówił papież Benedykt XVI. „Wiemy, że ten Sobór mediów docierał do wszystkich. Był on więc dominujący, bardziej skuteczny i spowodował tak wiele dramatów, problemów, rzeczywistych nieszczęść: zamknięte seminaria, zamknięte klasztory, banalizację liturgii..., a prawdziwy Sobór napotykał trudności, aby nabrać konkretnego kształtu, aby się urzeczywistnić. Sobór wirtualny był silniejszy niż Sobór realny. Lecz prawdziwa siła Soboru była obecna i powoli coraz bardziej się urzeczywistnia, stając się prawdziwą siłą, która jest prawdziwą reformą, odnową Kościoła” - dodawał.
I podobnie jak z dwoma Soborami mamy również do czynienia z podwójnymi papieżami. Jednym z nich jest papież Jan XXIII, ten prawdziwy, pragnący pełnego wyrazu niezmiennego nauczania Kościoła w nowym, docierającym do ludzi języku, a drugim medialne symulakrum wytworzone przez media i postępowych katolików, którzy budują wizerunek papieża rewolucjonisty, którym z pewnością Jan XXIII nie był. Mamy też dwóch papieży Janów Pawłów II. Jeden z nich to prawdziwy ojciec Soborowy, który prowadził Kościół drogą prawdziwej litery Vaticanum II, a drugim z nich jest medialny obraz papieża, który zerwał z Soborem i dokonał jakiegoś rzekomego regresu. Mamy wreszcie medialny obraz rzekomego konfliktu między liniami obu papieży, opinię o zerwaniu ciągłości w Kościele. Franciszek wspólnie kanonizując obu papieży pokazał, że takiej sprzeczności nie ma, że obaj prowadzili Kościół tą samą drogą.
[koniec_strony]
Drogą tą, odkrywania „pierwotnego obrazu Kościoła” i kształtowania kościelnych instytucji wedle teg wzoru zamierza iść także Franciszek. Reforma Kościoła, którą co rusz zapowiadają „bliscy papieżowi" kardynałowie, nie ma zatem oznaczać przykrawania go do wymiarów czysto ludzkich, do wymogów mediów i do tego, co dyktuje nam świat, ale odkrywanie Jego prawdziwego oblicza. „Nie zapominajmy, że to właśnie święci prowadzą Kościół naprzód i sprawiają, że się rozwija" – wskazywał Franciszek. Jeśli zatem ktoś liczył na to, że obecny papież skieruje Kościół na drogi jakiejś radykalnej transformacji, to się myli. Drogą Franciszka, tak jak świętych Jana XXIII i Jana Pawła II, jest bowiem wierność Ewangelii i poszukiwanie skutecznych dróg jej głoszenia w świecie.
Pięknym potwierdzeniem tego znaku ciągłości jakim była podwójna kanonizacja Jana XXIII i Jana Pawła II byłby inny gest – podwójnej beatyfikacji papieży Piusa XII i Pawła VI. Byłoby to niezwykle mocne świadectwo ciągłości Kościoła, braku jakiegokolwiek zerwania, a do tego historycznej prawdy o tym, że bez papieża Pacellego nie byłoby Soboru Watykańskiego II, wielkiej teologii Kościoła i pogłębienia maryjności, z której wszyscy czerpiemy... Ciekawe, czy takiego mocnego znaku się doczekamy?
Tomasz P. Terlikowski
