Kilka tygodni temu CBOS dokładniej przyjrzał się naszej skłonności do hazardu. Wyniki są równie alarmujące. Co drugi dorosły Polak w ciągu ostatniego roku uczestniczył w grach hazardowych! Spośród obecnych na polskim rynku gier, w których wygraną są pieniądze, największą popularnością cieszą się niezmiennie gry Totalizatora Sportowego – udział w nich deklaruje ponad dwie piąte Polaków. W „totolotka” grywają osoby w średnim wieku i starsze – blisko połowa graczy (46 proc.) ma przynajmniej 45 lat. Nic dziwnego; na karierę trochę za późno, więc większy apetyt na podarunek od losu. W tej grupie nieznacznie przeważają mężczyźni (57 proc.).
Na drugim miejscu plasują się konkursy i loterie SMS-owe, w które grywa obecnie blisko co piąty dorosły Polak. Udział w pozostałych grach deklaruje łącznie 10 proc. Ten rodzaj hazardu uprawiają i panie i panowie w równym stopniu.
Co prawda od „totolotka” można się uzależnić (w sieci fanatycy tej loterii próbują wymyślić system przewidywania kolejności trafień), ale ów rodzaj hazardu nie wydaje się być szczególnie destrukcyjny. Co najmniej kilkakrotne doświadczenie niemożności przerwania gry ze względu na chęć „odegrania się” doznaje w tym przypadku jedynie 7 proc. grających. Nieco więcej tego rodzaju deklaracji składają uczestnicy konkursów SMS-owych: co najmniej kilka razy nie mógł przerwać gry, licząc na wygraną, co dziesiąty gracz (11 proc.).
Szczególnie szkodliwe bywają automaty o niskich wygranych, zakłady bukmacherskie, pokera oraz gry oferowane w salonach gier, kasynach i w internecie. Uzależnienie od nich są w większości mężczyźni (76 proc. graczy) i osoby młode. Najbiedniejsi tracą pieniądze próbując wygrać z „jednorękimi bandytami”, jak nazywa się automat z charakterystyczną „wajchą”. Ale nawet zakazanie ich nie polepszy sytuacji, bo hazard już przenosi się do sieci – w zeszłym roku Polacy wydali na niego ponad 4 mld złotych (barowe automaty pochłaniają pięć razy więcej pieniędzy).
Hazard wciąga młodych, grają już uczniowie ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych. Okazuje się bowiem, że niemal jedna czwarta ogółu badanej młodzieży gra na automatach, tyle samo deklaruje udział w grach internetowych, 17 proc. zawiera zakłady bukmacherskie, a 6 proc. bywa w kasynie.
Co ciekawe, ponad dwie trzecie respondentów zadeklarowało się jako zdecydowani przeciwnicy gier hazardowych. Sprzeciw wobec hazardu w większym stopniu charakteryzuje kobiety niż mężczyzn; akceptacji gier na pieniądze sprzyja młodszy wiek i rzadsze uczestnictwo w praktykach religijnych (bądź jego zupełny brak).
To dobrze, że wreszcie problem nałogu hazardowego traktuje się u nas z odpowiednią powagą. Przez lata pisano o hazardzie mało. Jeśli pisano o nałogu to raczej o bywalcach kasyn spośród których najsłynniejszym był niejaki „Argentyna”, gracz z Wrocławia. Zasłynął on tym, że kiedy mu zakazano wstępu do domów gry, wrzucał do nich nieczystości. Deklarował się wtedy jako przeciwnik kasyn. Kiedy jakimś cudem cofnięto mu zakaz wstępu, znowu zaczął grać.
Na świecie uzależnienie od hazardu jest stosunkowo nową jednostką chorobową. Gdy w 1980 roku dr Robert Custer, psychiatra z Ohio przedstawił badania, wskazujące na podobieństwo między zamiłowaniem do hazardu i alkoholizmem, wielu innych naukowców przyjęło je z przymrużeniem oka. Dopiero przed 17 laty definicja uzależnienia od hazardu trafiła do medycznych leksykonów. W Polsce, w Warszawie w lutym 1995 roku oficjalnie powstała pierwsza grupa Anonimowych Hazardzistów. Dziś działa ich kilkanaście, jej działacze obok mityngów urządzają otwarte dla wszystkich warsztaty psychologiczne.
Więcej szczegółów nawww.anonimowihazardzisci.org

