A odpowiedź jest, co zaskakujące, nieco zniuansowana. Hartman przyznaje, że Sowieci gwałcili polskie kobiety. Ale jego zdaniem „wizerunek sołdata gwałcącego „naszą” wytwarza lub przywołuje dramatyczną opozycję „oni” (agresorzy) i „my” (ofiary)”. „A to nie jest uczciwy opis naszych relacji z Rosją. To nie jest po prostu tak, że „oni gwałcili nasze kobiety” - dodaje.

Jak zatem chce filozof ująć to uczciwie? „To się działo wewnątrz w dużej mierze wspólnego i bardzo tragicznego świata. Jeszcze niedawno nasz kraj był daleko bardziej niż dzisiaj krajem wschodnioeuropejskim. Większość przodków współczesnych Polaków należała do ludności wiejskiej mówiącej jednym z niezliczonych dialektów, których przeważająca liczba miała cechy pośrednie między językami polskim i rosyjskim. Wprawdzie oddaliliśmy się od Rosjan bardzo w ciągu minionych stu lat, lecz w dłuższej historycznej perspektywie nasza kultura i kultura ludów żyjących na Wschodzie, łącznie z Rosjanami, stanowią wspólny, choć zróżnicowany (głównie religijnie) obszar kulturowy. Kiedyś Rzeczpospolita była potęgą. Potem stała się nią Rosja. Toczyliśmy ze sobą wojny, ale dzieliliśmy kawał wspólnego losu. Amputując z naszych dusz Rosję, amputujemy część siebie i swojego dziedzictwa” - przekonuje Hartman.

A dalej raczy nas wizją historii żywcem przeniesioną z sowieckich podręczników. „Również tragiczne losy II Wojny Światowej spajają nasze narody. Oba przeżyły straszliwą i niewyobrażalną tragedię. Jej częścią było to, że stanęły przeciwko sobie. Lecz częścią naszej wspólnej wojny było i to, że nasi ojcowie poszli razem z ojcami współczesnych Rosjan bić Niemca” - oznajmia Hartman. I kończy jak wytrawny sowiecki propagandysta: „to nie są tak po prostu obcy i wrogowie. Rosjanie są do pewnego stopnia swoi i nasi. I oni też tak to odczuwają. Nie powinniśmy robić sobie nawzajem rzeczy, które bolą i które nas od siebie oddalają”.

TPT/Polityka.pl