Fragment książki wydawnictwa Fronda
„Stawka większa niż kłamstwo”
Maciej Replewicz
<<< KUP TERAZ = STAWKA WIĘKSZA NIŻ KŁAMSTWO! >>>
W latach 70., a więc już po pierwszej emisji serialu, pewien człowiek uporczywie twierdził, że był pierwowzorem Klossa. Mimo powierzchownych analogii do postaci agenta J-23 wydaje się to jednak wątpliwe. Wersję głoszoną przez „Klossa Samozwańca” zakwestionował Zbigniew Safjan, współautor scenariusza. Warto jednak zapoznać się z życiorysem owego uzurpatora, bo jest to biografia równie interesująca, co ponura.
Artur Albert Ritter urodził się 12 maja 1906 roku w Jelcu w guberni orłowskiej (Rosja) w rodzinie niemieckich kolonistów. Rod Ritterów wywodził się z Wirtembergii i od wielu pokoleń zajmował się tkactwem. Po latach wspominał: „W 1925 roku znalazłem się w szeregach Związku Młodzieży Komunistycznej, a dwa lata później zostałem przyjęty w poczet członków Komunistycznej Partii Polski. W latach 1927–1930 legalnie działałem w PPS-Lewicy i tam kolejno pełniłem funkcję sekretarza Komitetu Miejskiego w Łomży, członka egzekutywy okręgu Warszawa Podmiejska, sekretarza okręgowego w Lublinie”.
Na początku lat 30. Ritter został zwerbowany przez sowiecki wywiad. Kilkanaście miesięcy przebywał w ZSRR. Tam przeszedł szkolenie ideologiczne i kurs wywiadowczo-dywersyjny. 17 września 1933 roku został aresztowany przez Policję Państwową za nielegalną działalność komunistyczną w Wydziale Wojskowym KC KPP. Tzw. „wojskówka” zbierała informacje o uzbrojeniu i dyslokacji oddziałów Wojska Polskiego, organizując w jego szeregach siatki szpiegowskie. Z jedenastu wydziałów sekretariatu KC KPP aż siedem było nastawionych na działalność w WP. Na początku lat 30. Komintern wydał instrukcję nakazującą dezorganizację systemu wojskowego i prowadzenie agitacji. Prowadzono sabotaż w zakładach zbrojeniowych oraz agitację wśród rekrutów. W opublikowanych w 1980 roku wspomnieniach w zbiorze Życie na krawędzi. Wspomnienia żołnierzy antyhitlerowskiego wywiadu, próżno by jednak szukać choćby wzmianki o pobycie w ZSRR. W 1936 roku Moskwa nakazała mu opuszczenie szeregów KPP.
Na początku wojny Ritter wraz z żoną i dziećmi uciekł na tereny zagarnięte przez ZSRR. Po niemieckim ataku całą czwórkę przerzucono do Warszawy. Za zgodą i wiedzą Moskwy przeobraził się w reichsdeutscha, czyli pełnoprawnego obywatela III Rzeszy. Ritter tak opisywał swoją „reinkarnację”, w której pomógł mu niemiecki urzędnik bankowy Adolf Trager: „Kiedy poprosiłem go o wstawiennictwo (...) początkowo się zdumiał, że tak długo zwlekałem z podjęciem decyzji. Trager wprawdzie coś wiedział o mojej przedwojennej działalności w ruchu komunistycznym, ale traktował to jako przejaw młodzieńczego buntu”. Wmówiłem mu, że „obudził się we mnie duch germańskich przodków i pragnę znaleźć dla siebie miejsce wśród mego narodu”. „Nieźle musiałem zagrać, skoro Trager nawet wzruszył się i postanowił mi pomoc. Słowa dotrzymał. Miał własne chody i sprawę załatwił”.
Jak w przypadku Richarda Sorgego, komunistyczna przeszłość Rittera nie była przeszkodą w „duchowej przemianie” we wzorowego nazistę.
„Pozostało teraz jedynie zatrzeć pospiesznie ślady mojej przedwojennej karalności za działalność komunistyczną. Nieocenioną pomoc okazał mi w tym major Wojska Polskiego – Zygmunt Horyszowski (...) Za jego pośrednictwem nawiązałem kontakt z pracownikiem archiwum Ministerstwa Sprawiedliwości przy ulicy Leszno, Włodzimierzem Dzendzelem, członkiem Armii Krajowej. Uzyskałem z jego rąk moją kartotekę, usuniętą z rejestru skazanych. Z życzliwej i bezinteresownej pomocy tego człowieka korzystali również inni towarzysze, między nimi Stanisław Kiryluk”.
W pierwszym odcinku serialu sowiecki agent w Berlinie, jak ów archiwista, usuwa dokumenty pisane ręką prawdziwego Hansa Klossa. Ritter nie sprecyzował, czy owa „bezinteresowna pomoc” to efekt szantażu, zdrady, czy też bezgranicznej głupoty AK-owca pracującego na rzecz Sowietów. Słowa szpiega uświadamiają nam jednak fakt infiltracji ZWZ/AK przez agentów GRU i NKWD już w 1942 roku.
Żonie, słabo znającej niemiecki, Ritter wyrobił dokumenty na nazwisko Eugenia Jastrzębska, według stworzonej „legendy” – opiekunki dzieci, których matka zmarła podczas porodu. Nazwisko „Jastrzębski” agent obrał sobie już pod koniec wojny i używał aż do śmierci. W opracowaniach po 1989 roku przyjęto pisownię „Ritter-Jastrzębski”, lecz sam agent nigdy jednocześnie nie używał obydwu nazwisk.
Świeżo upieczony reichsdeutsch z dziećmi i „żoną-nianią” zamieszkał w luksusowym apartamencie przy ul. Rozbrat 34/36 w Warszawie. Arthur Albert Ritter wstąpił do SA, gdzie grał na flecie w orkiestrze, prowadził dobrze prosperującą firmę budowlaną. W połowie 1942 roku poznał, jak napisze po latach, „przypadkowo” byłego pułkownika armii Wrangla, Nikołaja Tumanowa. Na rozkaz Moskwy Ritter penetrował środowisko białogwardzistów, tzw. „Oficerskoje Sobranije” w Warszawie. Osłaniany przez bojowkarzy GL przydzielonych mu przez rezydenta NKWD, Czesława Skonieckiego, Ritter zwerbował Tumanowa, wykorzystując jego awersję do Niemców. Gdyby bezkrytycznie wierzyć wspomnieniom Rittera, można by dojść do wniosku, że praca dla NKWD opierała się wyłącznie na przypadkach: „Na początku 1942 roku spotkałem przypadkowo na ulicy kolegę z lat gimnazjalnych, Bogusława Hrynkiewicza. Przed laty razem należeliśmy do Związku Młodzieży Komunistycznej. (...) Hrynkiewicz w okresie międzywojennym był (...) członkiem i okręgowcem KPP. Miałem do niego absolutne zaufanie”.
Trudno uwierzyć w „przypadek”, gdy na ulicy okupowanej Warszawy spotyka się dwóch agentów NKWD: Hrynkiewicz był nim już od 1940 roku, zaś Ritter pracował dla Sowietów kilka lat dłużej.

