Portal Fronda.pl: O jakiej Warszawie i Polsce marzyli pani rówieśnicy, walczący w powstaniu warszawskim?

Hanna Szczepanowska*: O takiej, jak przed wojną.

A jak było przed wojną?

Myślę, że przede wszystkim uczciwiej. Poza tym, wszystkim bardziej zależało na chronieniu źródeł dorobku państwowego. Nikt by się nie ośmielił z jakichś transakcji państwowych czerpać zyski. Państwowe pieniądze to była świętość. Proszę zauważyć, że przez te 20 lat między końcem pierwszej a początkiem II wojny światowej, nasz kraj po okresie niewoli bardzo szybko się rozwijał, rozbudowały się wszystkie gałęzie przemysłu. A dziś wodą zacieka metro...

Jak wyglądało życie w podnoszącej się z gruzów Warszawie?

Po wojnie nastały bardzo ciężkie czasy, bo wielu ludzi nie miało się gdzie podziać. W 1946 r. wróciłam do Polski z obozu w Oberlangen, gdzie przebywałam po upadku powstania. Dwa lata później zdałam maturę i zaczynałam studia na Politechnice Warszawskiej. Nauka była dla mnie nieprawdopodobnie trudna, bo nie miałam żadnego stałego miejsca zamieszkania. Jak się przygotowywałam do egzaminu, wsiadałam w tramwaj (miałam bilet miesięczny) i jeździłam w tę i z powrotem, aż się nauczyłam. To był okres, w którym naprawdę trzeba było walczyć o każdy dzień. Już nie mówiąc o tym, że władze starały się bardzo utrudnić życie wszystkim tym, którzy mieli jakieś powiązania z organizacjami niepodległościowymi. Moją mamę jeszcze przez osiem lat od śmierci ojca UB wzywało i dopytywali się „gdzie jest wasz mąż?”.

Co panią najbardziej rozczarowuje we współczesnej Polsce?

Po wojnie Polska zaczęła się uporządkowywać z gruzów, ale wcale nie odbudowywać. Jest coraz gorzej, coraz bardziej niszczy się to, co powinno być odbudowywane - przemysł, naukę, kulturę... Straszliwie niszczy się kulturę... Przed wojną dużą popularnością cieszyły się emitowane w publicznym radio „środy szopenowskie”? Czy dziś usłyszy pani Szopena? W szkołach zredukowano śpiew. Pamiętam, jak w czasie powstania wstawałam o czwartej rano, żeby z kolegami wyruszyć na pierwszą linię. Stałam na końcu kolumny, oni czytali rozkaz, a potem śpiewali jakąś modlitwę. Śpiewali głośno, żarliwie... Rodziła się jedność, wiara w zwycięstwo. Oni byli „naładowani” tym śpiewaniem. Tak budowało się ducha narodu. A dziś przyglądam się tej naszej rzeczywistości i widzę, jak straszliwie jest zdeptany duch narodu. Ani sfera gospodarcza nie jest niepodległa, ani sfera polityczna, ani kulturalna. Nie szanujemy swego narodowego dorobku, a pozwalamy się rozkradać obcym. Zostaliśmy już pozbawieni tak wielu ważnych dla gospodarki obiektów. Także obronność została nam zniszczona. Dziś duży wpływ i niestety bardzo negatywny, mają na ludzi media. Polacy nie mają do tego zrozumienia, że naszym świętym obowiązkiem jest chodzić na wybory. Zamiast tego wzruszają ramionami, mówiąc: „i tak nic nie poradzisz!” Tak nie można mówić! Uważam, że naszą nadzieją jest młodzież, dlatego pokusiłam się o to, aby opracować program przebudowy ministerstwa oświaty. Czekam, aż PiS dojdzie do władzy i jakiś minister zainteresuje się tym projektem.

Jak według pani, niszczony jest duch narodu polskiego ?

Niszczenie ducha narodu polskiego jest dziełem wroga. Swoje źródło ma ono m.in. w działaniach NKWD. W 1947 r. opracowali oni nawet specjalny program, zawierający „45 zasad zniewalania” za pomocą których miało się to dokonywać. Warto się z tym programem zapoznać, wtedy łatwiej będzie zrozumieć dzisiejszą rzeczywistość. To, co się dziś dzieje w naszej polityce, jest w dużej mierze pokłosiem tego programowego działania. Ja stale powtarzam młodzieży, że w nich drzemią ogromne możliwości, tylko trzeba je rozwijać i trzeba być dumnym z naszej przynależności narodowej. To bardzo ważne, abyśmy nie dali się zadeptać. W tym dopiero zawiera się nasza niepodległość. Dlaczego w Katyniu zlikwidowano inteligencję? Właśnie z tego powodu, że wrogom zależało na tym, aby zniszczyć tę część społeczeństwa która była przywódcami, opiekunami,nauczycielami, która prowadziła. Piłsudski powiedział: „przegrać z Niemcami, to stracić wolność. Przegrać z bolszewikami to stracić ducha”. Kiedy wojna się skończyła, generał Anders, dowódca Drugiego Korpusu Polskiego dobrze rozeznał, co tak naprawdę stało się z Polską, wiedział że trzeba ratować jej ducha. Przysłał więc do Polski największego bohatera jakiego miał w korpusie, Pileckiego z rozkazem organizowania tajnego komitetu obrony ducha narodu polskiego. Po półtora roku komuniści dopadli go i zamordowali. Głównym punktem oskarżenia było właśnie posiadanie tego rozkazu. Dwanaście lat temu doszłam do wniosku, że to na nas, harcerzach spoczywa teraz ten testament. Od tamtej pory, dwa razy w roku - w maju i w listopadzie, odprawiane są w archikatedrze warszawskiej Msze Św. w intencji odbudowy ducha narodu polskiego.

Czy kryzys autorytetów, z jakim niewątpliwie mamy dziś do czynienia, ma swoje źródło także w tych zaszłościach historycznych?

Takich ludzi jak mój ojciec, którzy wiedzieli jak wychowywać młodzież, zlikwidowali Niemcy albo Rosjanie, a myśmy jeszcze nie nadrobili tych strat. Kiedyś rodzice stawiali swoim dzieciom większe wymagania, były ograniczenia, z którymi trzeba się było liczyć. Ci rodzice byli wzorami i cieszyli się autorytetem. Jednym z punktów mojego programu dla ministerstwa oświaty, jest właśnie kurs dla rodziców. Pokolenie młodych ludzi jest osierocone, bo nie wynoszą nic z domu i nic ze szkoły, gdzie zabierają im lekcje historii. Koniecznie trzeba to uzupełniać. Przede wszystkim potrzebują autorytetów.

Bardzo wcześnie zaangażowała się pani w działalność niepodległościową. Ducha walki o wolną Polskę wyniosła pani właśnie z rodzinnego domu ?

Jestem córką żołnierza z Pierwszej Kompanii Kadrowej. Ich było tylko 144, to byli ci szaleńcy,którzy w 1914 r. w Oleandrach pod Krakowem zainicjowali ruch niepodległościowy. Ta atmosfera mnie wychowała i już w 11 roku życia doprowadziła do pracy w konspiracji w czasie okupacji niemieckiej. Zaczynałam od harcerstwa w 1941 r., dwa lata później byłam już w AK. Dzięki wychowaniu ojca, sprawa niepodległości była dla mnie zawsze święta. Mój ojciec został zamordowany w obozie koncentracyjnym w Oranienburgu w dniu, w którym ja odzyskałam wolność w obozie w Oberlangen. Data 12 kwietnia 1945 r. będzie dla mnie zawsze najważniejsza.

Jak w domu mówiło się o Polsce?

W moim domu rodzinnym słowa patriotyzm się nie używało. Nigdy się nie mówiło, że Polska to świętość, ale że ja, swoją postawą, mam służyć innym po to, aby się nazywać Polką. Ojciec od najmłodszych lat wpajał mi: „najwięcej wymagaj od siebie, trochę mniej od najbliższych i niczego od obcych”. Przez całe życie dziękowałam Panu Bogu za to, że miałam takich rodziców. Jako dwie relikwie, pamiątki po rodzinnym domu, przechowuję u siebie oryginalne świadectwo przynależności mojego ojca do Pierwszej Kompanii Kadrowej oraz herb rodziny Szczepanowskich, który mama przed wojną wyhaftowała ojcu na imieniny. Oba wyciągnięte z gruzów naszego domu przez mojego brata... Nie słychać, aby jeszcze ktoś miał oryginał spośród 144 takich dokumentów. Muszę w tym miejscu powiedzieć, że jestem oburzona filmem „Miasto 44”. Pojawia się w nim m.in. scena, w której matka tłucze swego syna za to, że postanowił walczyć w powstaniu, krzyczy: „jakim prawem?!” Pamiętam, że kiedy ja przyszłam 1 sierpnia pożegnać się z rodzicami, mojej matce nawet powieka nie drgnęła, kiedy mnie żegnała. Gdy po kilku latach zapytałam ją: „jak ty się czułaś, kiedy żegnałaś swą 15-letnią jedynaczkę na wojnę?”odpowiedziała: „byłam dumna, bo zawsze uważałam, że dzieci nie są moja prywatną własnością i oddaje się je ojczyźnie, kiedy potrzeba”. Moja mama wcale nie była wyjątkiem.

Czy sądzi pani, że gdyby dziś powtórzyły się tamte okoliczności, młodzież także rzuciłaby się do walki za ojczyznę?

Znam bardzo wielu młodych ludzi i jestem przekonana, że poszliby śladem poprzedników. Powstanie było konieczne. To była walka pochodząca z siły polskiego ducha. O tym, że młodzi interesują się losem ojczyzny świadczy choćby to, jak chętnie biorą udział w tych wszystkich celebracjach niepodległościowych. Widzę, że oni są spragnieni wiedzy. Mają świadomość tego, że zostali okaleczeni z jakże ważnych informacji na temat ojczystej historii.

Rozmawiała Emilia Drożdż

*Hanna Szczepanowska (ur. 19 stycznia 1929r.) - łączniczka „Szarych Szeregów”, jako żołnierz AK brała udział w powstaniu warszawskim (w którym także była łączniczką). Jest członkiem zarządu głównego Stowarzyszenia Szare Szeregi, od 2010r. wiceprezesem Zarządu Głównego Związku Piłsudczyków.