I. Glen Cohen i Eli Y. Adashi w tekście „Stworzone na zamówienie zarodki na sprzedaż – nowy wspaniały świat?” nie pozostawiają wątpliwości, że handel ludźmi już – na naszych oczach się rozgrywa. Część z zarodków jest przekazywanych w ramach procedury określanej mianem „donacji embrionów” innym parom, i choć generalnie zakłada się, że powinna być to procedura bezpłatna, to nikt specjalnie nie ukrywa, że zdarza się, że ludzie na wczesnym etapie rozwoju są po prostu sprzedawani. I choć organizacje bioetyczne uznają takie zachowania za nieetyczne, to zdaniem uczonych, powinno się to zmienić. Ich zdaniem bowiem wszystkie zastrzeżenia moralne wobec handlu ludźmi są ostatecznie bezpodstawne.

I niestety, jeśli przyjąć założenia, jakie przyświecają obu bioetykom, to trudno odmówić im racji. Dla nich zarodki na wczesnym etapie rozwoju niczym szczególnym nie różnią się od spermy czy komórek jajowych. Kto zatem zgadza się na handel tymi ostatnimi, powinien zgodzić się także na handel zarodkami. A gdy ktoś uznaje, że mają one jednak inny status, i powinny być bardziej chronione od materiału genetycznego, tego uczeni przekonują, że chyba lepiej zarodki sprzedać parom, które chcą je przyjąć, niż je zniszczyć lub wykorzystać do badań. „Jeśli ktoś przyznaje zarodkom wartość większą niż gametom, to jest jasne, że powinien on uznać, że lepiej jest je sprzedać bezpłodnym rodzinom, niż zgodzić się na ich zniszczenie” - podkreślają I. Glen Cohen i Eli Y. Adashi, odwołując się do prawa, które pozwala na wykorzystanie zarodków do badań czy godzi się na ich niszczenie. I z tej perspektywy uznają oni, że lepiej ludźmi handlować, niż godzić się na ich zabijanie.

Rozumowanie to doskonale pokazuje, dokąd prowadzi nas dehumanizujące ludzi na wczesnym etapie rozwoju prawo. Uznanie, że zarodki nie są ludźmi, a – w zależności od koncepcji – komórkami, komórkami, którym trzeba przyznać jakieś uprawnienia, ale dalece nie wszystkie – prowadzi nas nie tylko do możliwości ich niszczenia, przeprowadzania na nich badań (a te prowadzi się już niemal standardowo), ale także do uznania, że można nimi handlować, jak niegdyś handlowano niewolnikami. Oczywiście można się spierać o to, czy handel ludźmi jest lepszy niż ich zabijanie, ale w istocie jest to dyskusja dowodząca całkowitej demoralizacji dyskutujących. Aby lepiej to zrozumieć, zastanówmy się nad odpowiedzią na pytanie, jakiej udzielilibyśmy pytającemu, czy lepiej jest Afrykańczyka zabić czy wykorzystać do testowania leków, czy może sprzedać. I odpowiedzmy sobie na pytanie, jak potraktowalibyśmy uczonego, który zacząłby nas przekonywać, że lepiej go sprzedać, bo wtedy będzie on wiernie służył jakiejś rodzinie.

Tomasz P. Terlikowski