Książeczka "Polityka i demokracja" finansowana przez ratusz i darmowo wysyłana do szkół podstawowych opisuje w krótkich tekstach, czym różni się demokracja od dyktatury i po co istnieje parlament. Zdaniem polityków robi to jednak w niewłaściwy sposób. Dlaczego? W bogato ilustrowanym wydawnictwie bardzo mało miejsca poświęca się kobietom, obcokrajowcom i niepełnosprawnym.

I tak Zielonym, chadekom i socjaldemokratom nie podoba się, że obraz rodziny składającej się z ojca, matki i dzieci jest zbyt tradycyjny. Ponadto dziewczynka ma na sobie różową bluzkę, co samo w sobie jest niedopuszczalne, gdyż powiela stereotypy. - Książeczkę należałoby zgenderować – twierdzi przewodnicząca hamburskich Zielonych, Nebahat Güclü.

Do wydawnictwa trafiła już lista propozycji zmian. Zamiast kanclerza ilustracje mają przedstawiać kanclerkę, ponadto różowa bluzka stanie się niebieska. O stanowisko gospodarza klasy nie będzie ubiegać się niemiecki chłopiec Bruno, ale Turczynka Aydan, zaś małemu Rickowi wyrośnie warkocz i stanie się Svetlaną. Na wniosek chadeków w książeczce pojawi się także niepełnosprawne dziecko.

Zadziwia jedynie fakt, iż taty nie zastąpi druga mama. Czyżby przeoczenie postępowców?

 

sks/JF

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »