Jeszcze we środę deklarowano wprowadzenie poprawki do ustawy o zmianie systemu oświatowego. Poprawka zakładała odroczenie przymusu szkolnego dla sześciolatków do 2012 roku, wprowadzając prawo do wcześniejszego rozpoczęcia edukacji na wniosek rodziców. Jest to możliwość, z której rodzice niektórych sześciolatków korzystają już od wielu lat. Wprowadzenia poprawki tego samego dnia domagała się opozycja, jednak zapis został skierowany do komisji legislacyjnej.

 

8 stycznia, w późnych godzinach wieczornych z projektu ustawy o systemie oświaty wykreślono nagle deklarację „prawa” rodziców do posyłania sześciolatków do szkół. W to miejsce wrócił wcześniejszy „obowiązek”, mimo iż wnioskodawcami poprawki do ustawy byli parlamentarzyści PO.

 

W rozmowie z Jackiem Karnowskim, która odbyła się dziś rano w Polskim Radiu, minister Katarzyna Hall, zapytana o zapowiadane wprowadzenie „prawa” zamiast „obowiązku” posyłania sześciolatków do szkół, powiedziała, że - Detaliczne sformułowanie jest trochę jeszcze inne, bo wczoraj ostateczna nastąpiła redakcja tej intencji, tak że nie umiem nawet z pamięci, tu nie mam przed sobą, dokładnie zacytować samego sformułowania, jakie jest w ustawie.

 

- Sposób, w jaki MEN manipuluje opinią publiczną, świadczy o tym, że ministerstwo nie szanuje rodziców.[...] Uważam, że zmiany w takiej formie, w jakiej próbuje przeprowadzić je ministerstwo, nie mają żadnego sensu, ponieważ tak się reform nie przeprowadza. Reforma przeprowadzana jest: od końca, bez pieniędzy i w bardzo krótkim czasie. - powiedziała nam Karolina Elbanowska, współinicjatorka akcji ratujmaluchy.pl, zapytana przez nas o „redakcję intencji”.

 

Od początku sceptyczny wobec zmian w prawie oświatowym jest Paweł Toboła-Pertkiewicz, twórca strony prawarodzicow.pl -Przygotowania do wcześniejszego posyłania dzieci do szkół trwają od półtora roku, kampania na promocję tego sztandarowego pomysłu MEN kosztowała kilkanaście milionów złotych. Okazało się, że były to pieniądze wyrzucone w błoto. Pani Hall nie wyrzucała swoich pieniędzy w błoto. Te koszty ponieśli podatnicy, także rodzice. Gdyby pieniądze nie zostały im zabrane, mogliby przeznaczyć je na przykład na lepsze wykształcenie dla swoich dzieci.

 

Minister Katarzyna Hall, jak zwracają uwagę sceptycy, nie unika manipulacji i celowych przejaskrawień. Reforma edukacji jest przez krytyków uważana za ukłon w stronę samorządów, związków zawodowych nauczycieli i wydawców podręczników. Minister Edukacji wielokrotnie argumentowała jednak, że stanowi ona szansę dla dzieci z rodzin dotkniętych wykluczeniem społecznym. - Gimnazjalistę, który pochodzi z takiego środowiska, bardzo trudno jest zmotywować do nauki, bo taką postawę wyniósł z domu. Gdy jest kilkulatkiem, o wiele łatwiej jest go zainteresować światem - zwraca uwagę Katarzyna Hall.

 

Jan T. Bielicki

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »