Tę niewielką książeczkę pochłania się jednym tchem. Pełno w niej anegdot, wspomnień, obrazków, które nam katolikom XXI wieku kojarzą się z papieżem Franciszkiem. Autorzy nie ukrywają fascynacji papieżem i jego wizją, i to także pomaga w lekturze. Niestety wszystkie te niewątpliwe zalety książki panów Agasso przesłania kilka, ale jednak zasadniczych wad.
Po pierwsze autorzy, i to niestety widać, zadziwiającym milczeniem pomijają kontekst polityczny i kulturowy, w jakim działał papież Jan XXIII. Związek Sowiecki to dla nich nie tyle imperium zła, ile Rosja pod inną nazwą; Chruszczow to zwyczajny przywódca wielkiego kraju. Z takiej perspektywy zupełnie niezrozumiała staje się zimna wojna czy groźna wybuchu III wojny światowej. Z podobną powierzchownością traktowani są też inni przywódcy, a Kennedy (co zalatuje grubym absurdem) przedstawiany jest wręcz jak biblijny prorok.
Po drugie wizja Kościoła przedsoborowego przypomina kiepskiej klasy czytanki dla zwolenników Hansa Kunga. Kościół tamten miał być surowy, prześladować wspaniałych teologów, a ci ostatni mieli pisać do szuflady. I już nawet pobieżna znajomość tamtych czasów uświadamia, że to wierutna bzdura...
I wreszcie po trzecie sam papież Jan XXIII przedstawiony jest w książce, jako człowiek, który burzy zmurszałe mury i buduje Kościół niemal od nowa. Autorzy przyznają wprawdzie, nieco półgębkiem, że w zasadzie to papież nic nie zmienił, i że doktrynalnie był konserwatywny, ale mimo to budują wizerunek niemal jakiegoś rewolucjonisty, który samotnie zmierzył się z grozą watykańskiej Kurii.
Ale spod tej pseudosoborowej magmy wyłania się, co jakiś czas, autentyczny papież Jan XXIII. Człowiek, który kochał łacinę i wzywał duchownych do studiowania jej, kapłan, który mocno przypominał wartość celibatu, sam modlił się niezwykle tradycyjnie, a do tego odrzucał zdecydowaną większość nowinek. I wreszcie papież, który wciąż modlił się przy grobach św. Piusa X i swojego bezpośredniego poprzednika Piusa XII. Ten – co jakiś czas wyłaniający się obraz bł. Jana XXIII – jest o wiele ciekawszy, niż bajka dla wyznawców „ducha Soboru”, jaką serwują nam panowie Agasso. I właśnie dla tych elementów warto ich książkę przeczytać, a potem spróbować odzyskać papieża Jana, zrekonstruować jego prawdziwą postać i wydobyć ją spod ton liberalnego lukru, jakim jest on przykryty.
Tomasz P. Terlikowski
