Tak naprawdę, coraz mniej osób traktuje deklaracje agencji ratingowych poważnie, ale z uwagi na obowiązujące zasady dotyczące wyceny aktywów – nie można ich lekceważyć. I mimo to, że agencje ratingowe często się mylą, trzeba brać je pod uwagę.
Z jednej strony to dobrze, że agencje chcą nam poprawić rating, ale ma to też swoje minusy, bo jeśli coś jest dobre dla agencji ratingowych, to niekoniecznie musi być najlepsze dla gospodarki. Agencje zajmują się głównie finansami, reagują przede wszystkim na to, co się dzieje na rynku walutowym, zupełnie jak cały rynek finansowy są oderwane od realnej gospodarki. To, co się dzieje w realnej gospodarce specjalnie nie zwraca ich uwagi.
To, o czym mówił premier Tusk, a co spowodowało takie, a nie inne deklaracje agencji, będzie jednocześnie korzystne i niekorzystne dla polskiej gospodarki. O ile rzeczą oczywistą jest, że trzeba podwyższyć wiek emerytalny, bo nie ma szans udźwignąć systemu emerytalnego, w którym coraz dłużej korzystamy z emerytur, bo przecież dłużej żyjemy, o tyle na przykład pomysł podwyższenia składki rentowej jest całkowicie bez sensu – grozi spowolnieniem gospodarczym, wzrostem bezrobocia, zwiększaniem kosztów pracy, etc. Można by zwiększyć obciążenie konsumpcji, na przykład zwiększając VAT na żywność, żeby ludzie przestali wyrzucać ją na śmietnik. Kryzys kryzysem, a żywność wala się po śmietnikach.
To, że premier zdecydował się na ruch po stronie kosztów pracy jest dowodem na to, że ani premier, ani jego doradcy nie rozumieją istoty problemu polskiej gospodarki. Chociaż nie tylko polskiej, światowej również, być może dlatego, że nie czytają światowych raportów, w których to już nie neoliberałowie z Centrum im. Adama Smitha. Eksperci piszą, że świat powinien pójść w kierunku zmiany ciężarów podatkowych, przestać opodatkowywać pracę, a zacząć – podatkami pośrednimi - opodatkowywać konsumpcję.
eMBe

