O co chodzi z tą aferą wokół tarnowskich Azotów?
W wielkim skrócie wygląda to tak, że zakłady chemiczne w Polsce próbowano prywatyzować od 2004 r. Nikt ich nie chciał kupić, więc jak ktoś wyskakuje teraz z teorią, że Rosjanie zawsze mieli polską chemię na pierwszym miejscu, to się pytam dlaczego nie kupili jej wtedy kiedy była tak tanio do kupienia? Jakby chcieli tą chemię kupić to tak by kupili, że nikt by nie wiedział, że to zrobili Rosjanie. Zakłady chemiczne próbował sprzedawać rząd SLD i to było kontynuowane za czasów PiS i PO-PSL. Przecież Rosjanie mogli wynająć renomowany bank inwestycyjny, albo fundusz giełdowy, który by to kupił, aby nie było śladu, że to oni.
O co więc ta awantura w blasku fleszy?
Ktoś powiedział w pewnym momencie Tuskowi, że jak on powie, że nie sprzeda Rosjanom Azotów, to swoją twardością wobec Rosjan odwróci uwagę od Macierewicza. Do tego dorobiono teorię, że te zakłady są ważne z punktu bezpieczeństwa energetycznego. Dlatego, że zakłady azotowe w Tarnowie zużywają bardzo dużo gazu, który kupujemy od Rosjan.
Mamy do czynienia więc z wielką ściemą?
Oczywiście, to jest rozgrywka polityczna. Tusk napuścił na Kwaśniewskiego, bo mu za bardzo wyrósł. Kiedy ministrowie w rządzie Tuska wystawili Azoty na sprzedaż to nie mówili wtedy, że Rosjanie – nie. Więc się pytam: kiedy Tusk powiedział Kwaśniewskiemu, że to nie jest zgodne z interesem Polski? Tu chodzi o polityczny interes, a nie polską gospodarkę.
Rozmawiał Jarosław Wróblewski
